maj 09 2010
Przepis na prezydenta
“Wybory w Polsce obecnie przeprowadza się dla wyboru Prezydenta RP (wybory prezydenckie), (…). Za organizację i przebieg wyborów odpowiada w Polsce Państwowa Komisja Wyborcza wraz z jej organem wykonawczym – Krajowym Biurem Wyborczym.”
(za Wikipedią). Tak jest w teorii. Demokratycznie. Tymczasem wybory w praktyce wyglądają zupełnie inaczej.
Grupka dziennikarzy z telewizji X wybiera swojego (dosłownie!) kandydata, telewizja Y — swojego. Aby show nie skończył się nokautem w pierwszej rundzie — kandydatów musi być dwóch. Nikomu* nie zależy przecież na tym, żeby ten cyrk nazywany wyborami zakończył się zbyt szybko — można nieźle przyrobić na reklamach (zwanych nie wiedzieć dlaczego spotami), więc tylko idiota nie przeciągałby tego przedstawienia jak najdłużej. Telewizje mają zaprzyjaźnione mniejsze stacyjki radiowe i telewizyjne, które z pokorą “łykają” narzucone z góry wyniki sondaży, spekulacji i wróżenia z gwiazd. Przez wszystkie przypadki odmienia się dwa nazwiska, reszta ma robić za tło — wyborcy ma się wydawać, że wszystko jest po demokratycznemu. Oczywiście każdemu zapali się w końcu światełko, że tak naprawdę warto głosować na jednego z dwóch, bo reszta “i tak nie ma szans”.
Roześmiany Bronek i “po trupach do celu” Jarek mogliby palcem nie kiwnąć — media ich wybrały i tyle. Reszta natomiast, choćby miała najlepsze kiełbasy wyborcze, nie będzie miała szansy aby wyborcy tę kiełbasę przynajmniej powąchali.
Jeśli przed drugą turą media nie dogadają się ws. wspólnego kandydata — będzie chaotyczna walka na noże, publiczne pranie brudów i teczek, podpieranie się Smoleńskiem — jednym słowem rywalizacja na poziomie dwóch blokersów. Ludzie się zmęczą, do urn pójdą nieliczni, a wygra ten, który mniej razy da się sprowokować, czyli Bronek.
Aby wybory były uczciwe i naprawdę demokratyczne wystarczą dwa posunięcia:
- Wyłączyć możliwość kupowania czasu antenowego, spotów, bilbordów i innych form reklamy kandydatów skutecznie — wyrówna się szanse bardzo bogatych i bogatych (gołodupiec prezydentem nie zostanie, nie oszukujmy się)
- Zakazać publikowania wyników sondaży — uniknie się sugerowania ludziom któregokolwiek ze startujących.
Po jaką cholerę ta cała szopka? TVN potrafi zorganizować ‘You can dance’, jakaś inna stacja (Polsat?) ‘Idola’, TVP też ma (miała?) chociażby ‘Jednego z dziesięciu’ — czy tak trudno dać równe szanse wszystkim kandydatom? Nie chodzi o to żeby Napieralski tańczył rumbę z Senyszyn czy aby Olechowski śpiewał Franka Sinatrę. Ale niech pokażą, że mają pomysł i że się nadają! Nawet niech będzie jakieś jury (poprzez analogię do wspomnianych programów), niech sobie siądzie Olejnik obok Pudziana, Kononowicza i Rubika! Niech robią show, naciskają przyciski, podnoszą tabliczki czy łapią się za głowy. Ludziom się spodoba i *sami* po kilku przedstawieniach wybiorą *swojego* faworyta!
Założę się, że po takich konfrontacjach Komorowski mógłby zostać najwyżej wójtem w Wilkowyjach a Kaczyński kustoszem. Na Wawelu.
Popularność: 5% [?]











