trzeba mieć zdrowie żeby chorować

Wrzesień 29, 2008 at 12:20 , by Marcin Woźniak


Star­sza kobiecina, najwyraźniej stała bywal­czyni różnych przy­chodni całkiem traf­nie podsumowała to, co dzieje się w szanow­nej służbie zdrowia:

Bo wie Pan, żeby chorować to trzeba mieć zdrowie. Ja się nawet już nie dener­wuję idąc do lekarza, zabiorę gazetę, pogadam trochę, przyzwyczaiłam się do siedzenia po kilka godzin. Kiedyś to ina­czej było (…) teraz czasami to się nawet siedzi pół dnia a lekarz i tak nie przyj­mie a telefonicz­nie to na następny tydzień zapisują już. 

General­nie spędziłem w przy­chodzi 2,5h z czego u samego lekarza 10min. Poświecił w gardło, wydarł kartkę i wielce się obraził, że musi jesz­cze L4 wypisać.

Komentowany 4 razy

W kategorii: bez kategorii
Tagi: , , , ,

Możesz śledzić komentarze do tego wpisu via RSS

Królowa Nocy

29 września 2008 20:31

Zapisują na następny tydzień? ho, ho. Ja się kiedyś chciałam zapisać do kar­diologa, to mi powiedzieli że najbliższy ter­min za pół roku… A moja znajoma córkę do aler­gologa chciała zapisać, to w kwiet­niu okazało się że wszyst­kie ter­miny do końca roku są już zajęte, a na przyszły nie mogą zapisywać. (Bo jesz­cze nie ma umowy z NFZ na następny rok)
General­nie to do większości lekarzy lepiej chodzić prywat­nie — szyb­ciej, przeważnie milej i bez tylu stresów.

kuciu

29 września 2008 21:57

General­nie to zgadzam sie z Królową Nocy, można sobie pozwolić na okazjonalne wizyty w prywat­nych gabinetach lekar­skich. Natomiast gdy ktoś jest prze­wlekle chory, to zban­krutuje na prywat­nych wizytach. Np ja muszę chodzić do lekarza i na badania kon­tro­lne przy­naj­mniej raz na dwa miesiące. Taka “przyjemność” kosz­tuje u specjalisty około 200 zł. Na dłuższą metę wychodzi dosyć drogo :/

Tombyen vel Urzędnik :]

12 października 2008 20:06

Taaa kochana służba zdrowia.… naj­lepiej to nie mieć z nią nic do czynienia… tylko po cholere płacimy ubez­pieczenia społeczne ??

PS
Jaki ten świat mały :D

Baśka

23 października 2008 15:22

Jest nie­publiczna porad­nia aler­gologiczna w Opolu, w której przez ponad 4 (!) lata przechodziłam prywatną kurację odczulającą. Jeden dzień w tygo­dniu przyj­muje tylko prywat­nych pacjen­tów, w pozostałe na umowę z NFZ. Trafił mi się wiosną tego roku dzień wizyty, że były w przy­chodni totalne pustki. Oprócz mnie jesz­cze tylko jedna osoba. Przyszła kobieta ok. 60-tki z wyraźnymi objawami ostrej aler­gii dróg oddechowych (ast­matyczna zadyszka) i prosiła o przyjęcie w ramach NFZ. Pielęgniarka obecna w rejestracji stwierdziła, że nie mogą jej przyjąć, bo jest kolejka zapisów i NFZ kon­tro­luje ściśle jej prze­strzegania i limitów przyjęć. I kobieta poszła “z kwit­kiem”. W tym momen­cie stwierdziłam z przerażeniem, że mimo “wol­nych mocy” (pustka w przy­chodni!) lekarz, mimo iż ma czas, nie przyj­mie chorego, bo zabrania mu tego NFZ! No, w końcu nikt nie pracuje za darmo… A na “ubez­pieczal­nie” to właśnie on płaci! Co myśleć o takim sys­temie, który nawet od emerytów ściąga składki zdrowotne, a nie chce leczyć chorych, którzy w końcu nie wybierają sobie chroby i ter­minu “złapania” jej?

Wpis “ trzeba mieć zdrowie żeby chorować ” komentowany 4 razy

Czasami czytam te komentarze! Naprawdę ;-).

Top of page