paź 31 2008
wiejskie dzieci — lepsze dzieci?
Przez ~20 lat z mniejszymi przerwami mieszkałem na wsi. Dla większości — małomiasteczkowych szczególnie — ludzi wychowanych w betonowych klatkach to obciach mieszkać na wiosce. Bo na wsi śmierdzi, mieszkają tam same ‘wieśniaki’ (synonim tępaków, idiotów) i generalnie bieda, że aż piszczy.
Moje, jakże subiektywne, zdanie jest zupełnie inne. Wiejskie dzieci są lepiej przygotowane do tzw. życia niż ich miejscy rówieśnicy. Każde wiejskie dziecko wie, że mleko nie bierze się z kartoników a pszenica nie rośnie na drzewach. Nieletni blokersi jeśli widzieli krowę to najwyżej w zoo, nie wiedzą czym różni się siano od słomy ani nie mają pojęcia jak smakują kradzione z drzewa jabłka czy truskawki sąsiada
Fakt, że krowy nigdy w domu nie miałem (najwyżej kota), ale u babci miałem okazję z bliska doświadczyć wszystkich stricte rolniczych procesów. Zbieranie ziemniaków, dojenie krów, świniobicie czy żniwa to dla kolejnych pokoleń wychowywanych w miastach słowa obce, które kojarzą z średniowieczem. Tak, to prawda, że często dzieci ze wsi były raz w Warszawie (na wycieczce szkolnej w podstawówce), dwa razy jechały tramwajem (na tej samej wycieczce) a Internet kojarzy im się z naszą-klasą i pornostronami (podobnie sądzi Jarek, brat miłościwie nam panującego króla prezydenta). Prawdą jest też to, że pracując w mieście można zarobić a na wsi można najwyżej zarobić się. Za to wiedzą o życiu szeroko pojętym biją na głowę miejskich domorosłych wykształciuchów z trzema fakultetami i milionem na koncie.
Popularność: 14% [?]
