gru 30 2008

Podsumowanie roku i noworoczne postanowienia (a co, ja też!)

Kategoria: mONdrości RZycioweMarcin Woźniak @ 13:03

Koniec roku to okres wzbudzający wielo­krotne orgazmy u “statystycz­nych dewian­tów”. Machają tymi swoimi procen­tami, licz­bami i wykresikami a ludzie to łykają z podziwem jakby dostawali lek na całe zło. Wszędzie pełno remanen­tów i pod­sumowań, więc nawet ludzie na wsi zaczynają liczyć kury w Syl­westra zamiast liczyć na siebie.
Ja liczb żadnych nie przed­stawię z wrodzonego lenistwa. Chociaż kilka wścibskich osób chętnie dowiedziałoby się ile zarobiłem, ile przytyłem, ile wychl wypiłem piwa, czy ile razy się puściłem. Odpowiedź na te wszyst­kie pytania brzmi “dużo” :P

Drugim “dobrym” zwyczajem są postanowienia noworoczne. Ludzie celowo je upublicz­niają lub/i wieszają w widocz­nym miej­scu, co ma rzekomo pomóc w realizacji. Jedni planują sobie “pierw­szy raz” w nadchodzącym roku, inni — pierw­szy roz­wód. Oczywiście miliony osób zechcą rzucić palenie, zmienić auto, zrobić dziecko i zjeść ślimaka. Nawet jeśli zamierzają bez­skutecz­nie zrobić to siódmy rok z rzędu.
Jakiś czas temu noworocz­nie (a jakże!) postanowiłem nie robić żadnych noworocz­nych postanowień i tej wer­sji się trzymam. Zwiększenie licz­nika lat w dacie motywuje mnie mniej więcej tak, jak 0,5% podwyżka, czyli wcale.

Trzecią (ostatnią), bezmyślnie powtarzaną na przełomie lat czynnością, jest składanie życzeń. Dominują słowa “szczęście”, “zdrowie” i - jakież to pol­skie — “pieniądze”. Wpływ tychże życzeń na cokol­wiek jest porów­nywalny z wpływem top­nienia lodowca na impotencję u Mulatów.
W związku z tym życzeń (od innych) szukaj­cie na naszej-klasie i w skrzyn­kach mailowych.

Popularność: 26% [?]

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Podobne wpisy:


gru 29 2008

Emigranci! Wracajcie!

Kategoria: mONdrości RZycioweMarcin Woźniak @ 18:02

Po otwar­ciu dla Polaków ryn­ków pracy w UE część z “rodaków” zachowała się jak psy spusz­czone z łańcucha które zobaczyły w tv kiełbasę — pognali gdziekol­wiek, przed siebie, z klap­kami na oczach. Kiedy w końcu znaleźli nowe budy, założyli sobie na szyje jesz­cze ciaśniejsze obroże z kol­czat­kami. Łańcuch ten sam, ale ma dwa ogniwa więcej i podobno kiedyś zamieni się w złoto. Żarcie “Tesco Value”, siedem psów w jed­nej budzie (bo tak taniej), wychudzone i dają się ruchać nawet kotom-dachowcom. Kto w Pol­sce był bul­terierem ten w jU-Kej staje się wykastrowanym kun­del­kiem, który zeżarłby własne gówno gdyby mu dobrze zapłacić. W Lon­dynie — jak w schronisku: rasa nie gra roli, każdy pies brudny, głodny, z wypranym mózgiem, zapchlony, z ropiejącymi ranami. Czasami któregoś przy­gar­nie jakiś bogacz żeby dzieci miały się czym bawić.
Tym­czasem w Pol­sce hochsz­taplerzy zorien­towali się, że nie ma już psiaków do szczekania na obcych, nie ma komu nosić kaczek na polowaniach a nawet na wystawach żaden nie chce zębów szczerzyć. Tworzą więc psią stronę, na której obiecują dar­mową kość, ocieplane budy, długie łańcuchy i odrobaczanie.
Co zrobią pol­skie włóczęgi? Wrócą! Spora część z nich ma oczy stworzone do mydlenia i jak ten pies Pawłowa ślini się na każdą, nawet absur­dalną, obiet­nicę. Oczywiście wrócą tylko po to żeby 1. narzekać 2. chwalić zagraniczne łańcuchy 3. planować ucieczkę. 

Wypchaj­cie się i zdychaj­cie, Euro℗sieroty! Funta kłaków z własnego ogona jesteście warci!

Popularność: 16% [?]

Tags: , , , , , , , , , ,

Podobne wpisy:


gru 28 2008

Blog roku 2008

Kategoria: organizacyjneMarcin Woźniak @ 17:35

Nie mogłem się zdecydować na kategorię, bo w sumie blog pasuje do wszyst­kich oprócz ‘Teen’ i ‘Kul­tura’ :) Wybrałem więc jurora, który poten­cjal­nie byłby naj­bar­dziej Woźniak-friendly i zapisałem się do “jego” kategorii. 

Jeśli nie wygram to może chociaż przyj­dzie tutaj stado nieświadomych niczego czytel­ników i klik­nie w reklamy google’owe dając mi kilka cen­tów :> 

PS: Rafał, jeśli serio prze­czytasz tego bloga to zostaw kom­cia, dopsz?

Popularność: 16% [?]

Tags: , , , , , ,

Podobne wpisy:


gru 23 2008

Imięnazwisko PeeL

Kategoria: bez kategoriiMarcin Woźniak @ 22:15

Dawno, dawno temu, kiedy nie było jesz­cze neo­strady ani gadu gadu, mało kto posługiwał się w Inter­necie praw­dziwym imieniem i nazwiskiem. Królowały nick­nejmy, bez pol­skich fon­tów, spacji i max. dziewięcioliterowe (ograniczenie na wów­czas bar­dzo popular­nym IRC­Necie). W for­mularzach róznorakich w pole oznaczone ‘nazwisko’ wpisywało się cokol­wiek. Nick był jak drugie nazwisko, które obowiązywało w wir­tual­nym świecie równoległym. Ludzie nie znali swoich imion (jak zwierzęta!), bo były w grun­cie rzeczy nieistotne. Nieważne czy ktoś miał piętnaście czy czterdzieści lat.
Całkiem nie­dawno, sam nie wiem kiedy, pojawiła się moda na eks­ponowanie swoich praw­dziwych imion i nazwisk. Obciachem stały się adresy mailowe typu stokrotka@wp.pl czy pysia@po.opole.pl (pozdrawiam z tego miej­sca p. Zatwar­nicką, właścicielkę owego adresu). Sam założyłem w 2004 roku konto na — elitar­nym wów­czas, bo tylko na zaproszenie — gmailu, w for­macie marcin.wozniak@. Mniej więcej wtedy e-mail stał się rów­nie oficjalną formą komunikacji jak fax czy forma listowna. Pozycja ‘e-mail’ stała się wręcz obowiązkowa w CV.
W tej chwili musem staje się własna domena w for­macie imięnazwisko.pl i wyczesana strona inter­netowa. Naj­lepiej jakby wyskakiwała jako pierw­szy wynik po wpisaniu danych osobowych w google. Ot takie budowanie wizerunku w prosty i stosun­kowo tani spo­sób. Zazwyczaj robi się to ‘na serio’, bar­dzo oficjal­nie a literówka lub — broń BORze* — błąd ortograficzny dys­kwalifikują delikwenta na długo.
Strzeliłem sobie taką domenę trzy lata temu, zrobiłem jakąś pseudooficjalną stronę, z której przestałem być zadowolony gdzieś godzinę po opublikowaniu. Przeniosłem bloga tutaj odcinając się w pewien spo­sób od nicka. Używam go w nie­których ser­wisach (blip, digart) lub forach, ale coraz częściej jako iden­tyfikator podaję ‘mwoz’ lub ‘mwozniak’.
Z nic­ków się wyrasta. Po iluś tysiącach godzin spędzonych w Inter­necie staje się on częścią świata rzeczywistego. Jestem prze­konany, że królewna w końcu w pole ‘imię’ zacznie wpisywać ‘Anna’ (a nie królowa) a Dorota sama doj­dzie do wniosku, że wypada już prze­stać być Foremką czy Dodusią :)
Są przy­padki trud­norefor­malne, chociażby Luca czy Agni vel Jagna, które for­sują wymyślone imiona w tzw. ‘realu’. Ale prze­cież od dawna można było zostać gwiazdą zarówno pod własnym nazwiskiem jak i pod pseudonimem, więc… niech mają!

* — tak, wiem jak się odmienia ‘Bóg’. ‘BOR’ odmienia się właśnie tak.

Popularność: 32% [?]

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , ,

Podobne wpisy:


gru 23 2008

Weekendowy tour

Kategoria: weekendoweMarcin Woźniak @ 11:34

Miniony week­end upłynął pod znakiem wycieczek bliskich i dalekich w poszukiwaniu opusz­czonych, mniej lub bar­dziej zruj­nowanych miejsc. Prawie 700km, dwa wojewódz­twa i dwie strefy klimatyczne (tak, w nie­których miej­scach w Pol­sce jest praw­dziwa zima ze śnie­giem i mrozem!). Były stare dwory i pałace, były też fabryki, magazyny, kopal­nie, kościoły (jeden z nich z ‘wejściem’ 0,5x0,5m ;D), pootwierane grobowce a nawet stare kino. Wiało, padało, sypało się na głowę. W połowie drogi straciłem piątkę, skrzynia biegów nadaje się do naprawy, ale wróciliśmy w jed­nym kawałku. Przywiozłem też ze sobą jakąś klątwę w postaci grypy żołądkowej. Mimo wszystko wyprawa bar­dzo udana a nie­które z miejsc aż proszą się o ponowne odwiedziny. Ze względu na “chore” auto sezon wycieczek w tym roku uznaję za zamknięty (chyba że kupię “nową” furę w końcu ;p).
“Fociałek” nie załączam — jak ktoś chce to znaj­dzie na naszej klasie albo digar­cie ;p

Popularność: 47% [?]

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Podobne wpisy:


gru 19 2008

Katar — fenomen zjawiska, tajemniczość wydzieliny

Kategoria: mONdrości RZycioweMarcin Woźniak @ 00:08

Przy okazji zachorzenia mego bieżącego zdałem sobie sprawę jak wielką rolę w życiu odgrywa katar. Jest to absolut­nie temat-rzeka i zapewne na jego temat powstało co naj­mniej kilka prac dok­tor­skich.
Katar jako taki nie kojarzy się człowiekowi dobrze (pomijam państwo o tej nazwie) a szkoda. Fakt — odmiana wod­nista, kapiąca z nosa nie jest fajna. Ale cóż może być piękniejszego niż smarknięcie sobie takim gęstym, żółto-zielonym glutem? Uczucie porów­nywalne chyba jedynie z wytryskiem i oddaniem moczu po długim jego prze­trzymywaniu z przy­czyn różnych. Nagle można ode­tchnąć, czasami nawet wychwycić jakiś zapach lub powiedzieć dwa zdania nor­mal­nym głosem. Poezja!
Fakt, że na dłuższą metę ślizgawica z nosa jest irytująca. Jed­nak cieszmy się, że mamy możliwość kilka dni w roku nacieszyć swe noz­drza tą jakże ciekawą wydzieliną, której istot­nej roli w pędzie dnia codzien­nego możemy nie zauważyć.
Ciekawość mnie zżera ile litrów (?) tegoż “czegoś” produkuje człowiek rocz­nie. Niby Inter­net, niby google, ale, do cholery, nie potrafię znaleźć tak pod­stawowych infor­macji! Czyżby nikt tego nie sprawdzał?

Popularność: 16% [?]

Tags: , , , , ,

Podobne wpisy:


gru 16 2008

Pies i drzewo też ludzie

Kategoria: mONdrości RZycioweMarcin Woźniak @ 22:25

Trzeci raz pod­chodzę do napisania o postępującym “uczłowieczeniu” zwierząt, roślin i innych bak­terii. Dotych­czas używałem zbyt wielu słów na “k” i “ch”, więc w końcu wywalałem wypociny do kosza. Dziś ksylometazolina chlorowodorku ma mnie w swojej opiece, więc musi się udać bez zbyt­niego emocjonowania się.

Czasy mamy dziś takie, że wiele osób zapomina, że człowiek — jaki by nie był — zawsze człowiekiem pozostać winien. Gór­nolotne, chrześcijańskie hasełka o szanowaniu bliźniego swego idą w odstawkę. Ludzie wydają miliony na schroniska dla psów, karmę dla kotów z wołowiną czy antydepresanty dla chomików. Nikomu nawet do głowy nie przyj­dzie, że wydaje miesięcznie więcej na pokarm dla rybek niż ma do dys­pozycji sąsiadka. Wiel­kie “halo” robi się wokół zabijania sierściuchów dla futer i wydaje więcej na te idiotyczne kam­panie niż na dożywianie przed­szkolaków. Z kil­koma oszołomami, którzy łamiąc prawo przy­kują się do drzew, liczą się najwyższe władze a komor­nik wyrzuca na bruk całe rodziny w imię tego samego “prawa”.
Tak zwany “cywilizowany świat” szydzi z Hin­dusów i ich “świętych krów”, tym­czasem sami mamy czcigodne pudelki, nie­tykalne koty i dorabiamy ideologię do wycięcia trzech drzew.
Ludziom od dobrobytu po prostu odbija. Nie jestem żadną Matką Teresą, nie jestem też “antyzwierzęcy”. Zastanawia mnie tylko do czego zmierza takie a nie inne podejście. Za kilka lat za ugotowanie kurzego jajka pój­dzie się do pier­dla (w imię obrony nienarodzonych, a jakże!) a komor­nik zabierze inwalidzie wózek, bo nie zapłacił za gaz.

Popularność: 14% [?]

Tags: , , , , , , , , , ,

Podobne wpisy:


gru 12 2008

Pieniądze szczęścia nie dają

Kategoria: mONdrości RZycioweMarcin Woźniak @ 21:35

Przysłowie niby takie, jakich wiele. Podobno każde ma w sobie chociaż odrobinę prawdy. W Pol­sce to wierutne kłamstwo.
Nie ma drugiego takiego kraju, gdzie ludzie byliby tak bar­dzo przywiązani do pieniędzy. Zmiana ceny bułki o 0,05zł wywołuje komen­tarze w kolejce w piekarni, podwyżka na stacji ben­zynowej staje się powiatową sen­sacją a wzrost ceny prądu o 5zł w skali roku jest skan­dalem ogól­nopol­skim. Polaka mieszkającego za granicą obchodzi głównie kurs wymiany waluta obca/złoty. Jest gotów segregować śmieci Anglików i pod­cierać dupy schorowanym Niem­com, bo według kursu w kraju nigdzie tego nie zarobią. Oczywiście zawsze będzie mało, ot men­talność taka. Po roku za granicą okazuje się, że oszczędziło się kasy na dziesięcioletniego opla, żona jest w ciąży z listonoszem a dzieci mają problem z ukończeniem kolej­nej klasy pod­stawówki.
Polak wydaje pieniądze niechętnie. Nie dotyczy to tylko jed­nego przy­padku — kościoła. Tam trzeba mieć naj­lep­sze “kościołowe” ubranie, pojechać samo­chodem (choćby się miało 300m) i dać na tacę więcej niż sąsiadka, bo od razu plota pój­dzie. Podłapał to Rydzyk (powinien dostać honorowe członkostwo w BCC, łapią ludzie od cudow­nego medalika i tysiące księżulków. To właśnie oni najchętniej głoszą przysłowie ze szczęściem i pieniędzmi. Katomar­keting grubymi nićmi szyty.

Popularność: 26% [?]

Tags: , , , , , , , ,

Podobne wpisy:


gru 10 2008

Wesołych świąt, k**wa mać!

Kategoria: mONdrości RZycioweMarcin Woźniak @ 19:37

Zupełnie szczerze i nader bez­in­teresow­nie nienawidzę świąt. Jedzenie — to jedyny pozytywny element Bożego Narodzenia czy Wiel­kiej Nocki. Reszta to kazania pt. “raz do roku to nawet najwięksi grzesz­nicy chodzą do kościoła” (co naj­mniej trzy wer­sje, trzy różne autorki), telewizor, sztuczne uśmiechy, kiczowate ozdoby, tłoki w sklepach i nic-nie-robienie.
Naj­gor­sze są chyba życzenia — zawsze są wszędzie. Sezon roz­począł się tydzień temu, kiedy dostałem pierwszą kartkę w pracy. Dziś trzy osoby zaatakowały na naszej-klasie, niedługo zapewne napisze do mnie digart, allegro, świstak, play, last.fm, ovh i inne bez­duszne roboty roboty, którym podałem swojego maila. Życzenia te kom­plet­nie nie różnią się od tych, które wysyłają “żywi” ludzie. Jedne i drugie są bezmyślnie pisane i rozsyłane tam, gdzie tylko się da. Bo niby wypada i niby “żeby było miło”. Nie wysyłam żadnych życzeń i byłbym przeszczęśliwy gdybym żadnych nie otrzymał. Z niecierpliwością będę czekał aż skończy się łamanie opłatkiem w pracy czy w domu. Żenujące uśmiechy, krępujące życzenia i pseudoradosne spojrzenia. 

Kolejny odcinek “Surviving Christ­mas” czas zacząć. Za nieco ponad dwa tygo­dnie ode­tchnę z ulgą.

Popularność: 41% [?]

Tags: , , , , , , , , , ,

Podobne wpisy:


gru 04 2008

Star(sz)y człowiek i… nie może

Kategoria: mONdrości RZycioweMarcin Woźniak @ 20:30

Radochę sprawiła prze­kor­nie podarowana paczka prezer­watyw z napisem “nie otwierać przed 16:00!”, kawałek ciastka z różową świeczką czy zestaw kar­netów róznorakich. Dziękować za owe prezenty urodzinowe nie będę. Jak na praw­dziwego egoistę przystało, naj­bar­dziej ucieszył mnie prezent, który sam sobie sprawiłem i bynaj­mniej nie chodzi o wieczorną mastur­bację pod prysznicem. 

Gdy emocje związane z urodzinami i prezen­tami już opadły, pojawiła się wszech­obecna blogowa antywena, stan chronicz­nego zmęczenia, ciągłego nie­wy­spania i dwa nowe włosy na klacie. Podej­rzewam, że przy­czyną tejże sytuacja było włożenie sobie na palca obrączki w tę pamiętną nie­dzielę. Nawet jeśli było to ewident­nie “na niby”, wprowadziło w życie me beznamiętność, znudzenie i depresję. Dobrze, że we wróżby ani inne zabobony nie wierzę, bo w prze­ciw­nym razie wkręciłbym sobie, że w ciągu najbliższego roku będę ślubował wierność (hue, hue..) jakiejś pięknej pani ;p

Popularność: 20% [?]

Tags: , , , , , , , , , ,

Podobne wpisy: