Archive for Luty, 2009

Dekalog: I

piątek, Luty 27th, 2009

“Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. Tak piszą w każdym katechizmie, “Drodze do Nieba” czy innych katocudeńkach. Przy­kazanie pierw­sze, więc jedno z ważniejszych. Ponad połowa tzw. wierzących-praktykujących nie zdaje sobie sprawy z tego jak często grzeszy prze­ciw temu przy­kazaniu (grzeszy się “prze­ciw” ?).
Inter­pretacja tegoż boskiego nakazu jest banalna: nie wolno wierzyć w nic, co nie jest bogiem a właściwie Bogiem. Każdy wierzący z niechęcią patrzy na wyznaw­ców innych wyznań. “Nie można porzucić Boga” — tyle uczą w szkołach, bo co tu dużo opowiadać? Lepiej nie tykać tematu i nie mówić, że wierzyć nie wolno w nic, co nie jest udowod­nione naukowo, bo w końcu ktoś wpad­nie na udowod­nioną naukowo teorię ewolucji i będzie klops. Tym­czasem obiek­tyw­nie i uczciwie interpretując pierw­sze przy­kazanie należałoby wskazać:
1. Amulety, wisiorki, maskotki itp.
Masz w domu drzewko szczęścia, czterolistną koniczynę, dzwonki feng-shui lub posąg buddy? Grzeszysz.
2. Pogańskie zwyczaje i zabobony
Wierzysz w horoskopy, tarota, numerologię, hal­loween, czar­nego kota, kominiarza czy andrzej­kowe wróżby? Grzeszysz.
3. Magia itp.
Wywoływanie duchów, czytanie dziecku “Har­rego Pot­tera”, wahadełka, klątwy, uroki, wróżki, jasnowidzenie — wszystko grzeszne.
4. Medycyna
Uzdrowiciele, aromatoterapia, hip­noza, akupunk­tura, chodzenie po ogniu… samo zło!
5. Inne
Ufo, nauka szyb­kiego czytania (!), joga, wschod­nie sztuki walki.. ZUOOO!

Grzechem są też stricte katolic­kie “czynności”: wyświęcanie zmarłych, “święcenie” przed­miotów, klękanie przed “świętym” obrazem czy całowanie biskupa po rękach. O cudow­nym medaliku nie wspominając.

Wnioski? Już pierw­sze przy­kazanie zmusza wierzących do własnej, naciąganej inter­pretacji, do robienia wyjątków, obracania w żart. Prze­cież oficjal­nie nikt nie powie, że wierzyć trzeba w ”świętość” kościoła (i plebani) czy księdza (łącznie z samo­chodem i psem)..

Jak *legalnie* zarobić 40zł w godzinę

wtorek, Luty 17th, 2009

Znaleziona na Wykopie infor­macja była na tyle ciekawa, że postanowiłem złożyć wizytę w najbliższym mar­kecie sieci Kaufland. Najbliższy nie oznacza wcale bliskiego — bagatela 40km w jedną stronę. Pojechałem pewny wręcz końcowego suk­cesu w postaci znalezienia co naj­mniej kilku prze­ter­minowanych produk­tów. Żeby nie tracić czasu na bezmyślne łażenie i spraw­dzanie wszyst­kiego — obmyśliłem strategię działania po drodze. Efekt? Po trzydziestu minutach ‘nor­mal­nych’ zakupów znalazłem sześć sztuk różnych produk­tów (od mar­molady, przez kawę i chrzan, po mrożone paluszki surimi). Nie było to specjal­nie trudne — wystarczyło zwracać uwagę na zakurzone półki i towary poten­cjal­nie trudno zbywalne. Przy kasie przemiła Pani-Z-Dużymi-Cyckami zapakowała wszystko to siateczki i zaprosiła do infor­macji po odbiór pieniędzy. Gdybym dostał od razu 30zł byłoby zbyt pięknie. Okazuje się, że w związku z ”żerowaniem” na sieci Kaufland i “wyłudzaniem” pieniędzy, sklep “otrzymał maila” nakazującego wypłatę kwoty 5zł za *wszyst­kie* znalezione produkty. Pięć złotych to nawet nie zwrot kosz­tów paliwa, więc złożyłem Pani-Z-Informacji-Z-Kolczykiem-W-Nosie uczciwą propozycję: 20zł i jadę do domu albo wchodzę na sklep i wychodzę kilka razy z pojedyn­czymi sztukami. Nie­trudno się domyślić, że wybrała opcję numer dwa, ku mej nie­skrywanej radości. Nie­trudno się rów­nież domyślić, że w piętnaście minut zdążyłem “obrócić” jesz­cze pięć razy. Pani-Opryskliwa-Kierowniczka wtedy zainteresowała się moją skromną osobą oskarżając o wspominane wcześniej wyłudzanie, żerowanie i “głupie żarty”. Oprócz tego na sklep ruszyły wykładaczki towaru w poszukiwaniu prze­ter­minowanych produk­tów. Kiedy postraszyła policją, grzecz­nie poprosiłem o jej wezwanie i… poszedłem na sklep, obiecując że to już ostatni raz. Dział mrożonki, pod­dział obniżka cen i wróciłem z zupką z prze­tar­tego groszku. 

Zapowiedziałem ponowne odwiedziny w marcu. Mój tar­get to 50zł w nie więcej niż dwie godziny.

Kogo *naprawdę* obchodzą Walentynki

sobota, Luty 14th, 2009

14.02 to data, która w kalen­darzu powinna zostać zaznaczona na czer­wono lub przy­naj­mniej różowo żeby oddać klimat tegoż “święta”. Z drugiej strony — po co oznaczać Walen­tynki w jakikol­wiek spo­sób, skoro sklepy, kina i wszyst­kie media trąbią o tym prak­tycz­nie miesiąc wcześniej? Mar­ketin­gowo próbuje się w ludziach wywołać przy­mus brania udziału w tym cyrku. Szczegól­nie łatwo “łykają” tę kiczowatą atmos­ferę nastolatki i nieco kobiety, które nie chcą/nie potrafią dorosnąć. W związku z tym większość ów owych nie­wiast — dla uniknięcia scen pt. “bo Ty mnie już nie kochasz!” czy wręcz awan­tur — kupuje prezen­ciki i wyznaje gorące uczucia.
Osoby zain­teresowane 14.02 można podzielić na dwie grupy — tych, którzy Walen­tynki obchodzą i tych, których Walen­tynki obchodzą. Do pierw­szej grupy należą panienki z ser­dusz­kami zamiast źrenic, które chętniej rozkładają nogi jak dostaną pluszaka, różę czy nawet “kolację” w McDonald’sie. Oczywiście takiej okazji nie prze­puszczą dys­kotekowi gogusie, amatorzy tychże różowych lolitek, którzy już za 20zł mogą sobie poruchać poświętować w ten szczególny dzień.
W tym samym worku znaj­dują się nie­które kon­kubinaty i małżeństwa, które raz w roku przy­pominają sobie “ile to już lat razem”, jak bar­dzo się “kochają” czy zakochują się w sobie na nowo na jeden dzień.
Dzień św. Walen­tego obchodzi wszyst­kie sklepy z gadżetami, kwiaciar­nie, kina, knajpy, producen­tów różowej farby i wszyst­kich tan­det­nych wynalaz­ków w kształcie ser­duszek.
Walen­tynki mnie nie obchodzą — zarobić na nich nie mogę. Za to poprzez pewien nie­zbyt szczęśliwy zbieg okoliczności “niechcący” będę obchodzić to “święto” biorąc udział w “show” Neo­nówkiParanienor­mal­nych w obskur­nym opol­skim Okrąglaku. A kiedy wpatrzeni w siebie zakochani pójdą do domów na kolację przy świecach i komedię roman­tyczną, ja napiję się piwa. Ni to boj­kot, ni obchodzenie… 

Geofizyk bez wyobraźni = geofizyk bez głowy

poniedziałek, Luty 9th, 2009

Media roz­maite, wespół w zespół z rządem bieżącym interesują się ostat­nio jed­nym poczciwym człowiekiem bez głowy. Cała Pol­ska wie o geo­fizyku, który głowę swą na obczyźnie stracił był dosłownie i bez­pow­rot­nie. Jakąż medialną burzę wywołać może spek­takularne mor­der­stwo z rąk obcokrajow­ców. Fakt przy­wdział żałobną okładkę, krzycząc z niej “Dranie!”, szukając win­nych i zapowiadając zemstę (“Ta zbrod­nia nie może ujść płazem!”). Stacje radiowe nawijają o “porywaczach” od soboty, w Inter­necie pełno komen­tarzy i zapalanych wir­tual­nych świeczek. Wszędzie pełno współczucia i naszej, pol­skiej, katolic­kiej nienawiści. Jakaż to nagle wielka strata dla państwa naszego! Brakuje jesz­cze tylko żałoby narodowej, wyniesienia na ołtarze, pośmiertnego honoris causa, dożywotniej renty dla rodziny i wypowiedzenia wojny wszyst­kiemu co islam­skie. Jesz­cze trochę i telewizja doniesie o każdym robot­niku, który spadł z rusz­towania w Anglii (winni wszyscy Anglicy), czy o małolacie, który na nie­miec­kiej autostradzie wjechał w barierkę włoskim autem, spiesząc się do fran­cuskiej kochanki w Hisz­panii przebywającej (winni Niemcy, Włosi, Fran­cuzi i Hisz­panie — po równo!). Każdy naukowiec powinien mieć na tyle oleju w głowie żeby zdawać sobie sprawę z tego, że Pakistan to nie Hawaje. Elek­tryk ryzykuje “igrając” z prądem, saper — z minami, a osoby jadące do specyficz­nego (z tego czy innego powodu) kraju ryzykują poderżnięciem gardła dla pieniędzy. 

Wstyd mi za Was, politycy. Wstyd mi za dzien­nikarzy, którzy bezmyślnie nakręcają spiralę robiąc z igły widły. Zaj­mij­cie się real­nymi problemami.

Sok po®zeczkowy

sobota, Luty 7th, 2009

Ja: co chcesz ze sklepu?
D: sok pożeczkowy
Ja: nie będzie
Ja: nie produkują takiego
D: co ty gadasz?
Ja: porzecz­kowy może być?
D: kurwa
D: spadaj
D: fiut

Rewolucja na blogu

sobota, Luty 7th, 2009

Aby uatrak­cyjnić bloga tegoż, z dniem dzisiej­szym wprowadzam trzy nowe kategorie wpisów:

1. “Słowo na nie­dzielę”
Jak sama nazwa wskazuje — publikowane w sobotę, z treścią odpowiednią dla siód­mego dnia tygo­dnia. Nie wiem jesz­cze czy co tydzień będzie mi się chciało, ale na pewno tematyką prze­wodnią będą księża, kościół, nie­dzielne nawyki polaków itd.

2. “Gadu-gadu”
Spodobały mi się krót­kie wpisy zawierające zapisy roz­mów, które co jakiś czas publikuje Luca. Więc pod ową kategorią zamiesz­czane będą różne “zasłyszane” roz­mowy jak i zapisy z komunikatorów czy innych blipów.

3. “Wykopki”
Znalezione/podesłane stronki, które z różnych powodów zasługują na pod­lin­kowanie ze stosow­nym komen­tarzem. Nazwa od pew­nego ser­wisu, nie od zbierania ziem­niaków :)

Tytuł notki *nieco* gór­nolotny (pokroju tytułów w pew­nych gazetach), ale co tam — jakoś musiałem donieść o nowościach :P

PeeS: W dal­szym ciągu nie mam pomysłu na bloga, na którym wspól­nie z kil­koma innymi osobami zamieszczałbym wypowiedzi/dialogi będące owocami pracy polegającej na kon­tak­cie z szeroko pojętym KLIENTEM. “Zaskakujące, finezyjne, rzut­kie, zdaw­kowe i najważniejsza sprawa, żeby nie było miałkie” — macie coś takiego?

Top of page