Coroczne mydlenie oczu czyli WOŚP 2011

Styczeń 9, 2011 at 13:13 , by Marcin Woźniak

Fot. PAP

“Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zagra 9.1 po raz..”. Z każdej strony dobiegają ochy i achy pod adresem Pana Jerzego. Każdy, kto ośmieli się podważyć jego wspaniałość zostaje zalany hek­tolitrami jadu przez tych, którzy naiw­nie wierzą w każdego jego słowo. Moja niechęć do człowieka w żółtej koszuli podobna jest do braku sym­patii do gości w czar­nych sukien­kach, ale to już historia na osobną notkę. Praw­dziwych pieniędzy on i tak nie zbiera ani nie liczy.
Pieniądze dla Jurka zbierają wolon­tariusze. Mają zaplom­bowane skar­bonki, iden­tyfikatory i ser­duszka. Idą w miasto — pod kościoły, mar­kety, gdziekol­wiek — byle nazbierać jak najwięcej. Kwestujący od rana do wieczora, w śred­nim mieście, uzbiera spo­koj­nie 500zł żywej gotówki. Zanim utarg zaniesie do sztabu, może pójść do domu i zabrać 400zł. Mówiąc wprost — ukraść. Ban­derole, plomby na puszce? “Ojej, zerwana? To chyba jak ta bab­cia tak mocno wciskała pieniądze!”. Prze­cież nikt nie spraw­dza przeszłości tzw. wolon­tariusza — jestem prze­konany, że procent zbierających, którzy zapisują się z zamiarem zarobienia łatwych pieniędzy to liczba dwucyfrowa. Dodając do tego tych, których skusi okazja i przy pomocy drucika wyciągną sobie bank­not 50zł otrzymamy dobre 20% nie­uczciwych, bez­kar­nych żołnierzy spod znaku czer­wonego ser­duszka. Oczywiście to wszystko przy założeniu, że liczący zawartość skar­bonek też nie wychodzą z wypchanymi kieszeniami. Bez­karność jest tak wielka, że podej­rzewam, że sam mógłbym się zapisać, dostać plakietkę i puszkę, zabrać sobie 90% zawartości i napisać tutaj, że z okazji WOŚP 2011 zarobiłem kilka złotych. Poza szeroko pojętym potępieniem społecznym (hue, hue), nic mi nie grozi.
Wiel­kie oburzenie wywołał fakt, że Maleńczuk chce pieniądze na występ. Chce, bo nie jest idiotą i nie wierzy w cudowność orkiestry, która to przed­stawiana jest we wszyst­kich mediach. Chce, bo nie będzie mydlił oczu ludziom, mówiąc, że to charytatywne przedsięwzięcie. Najwyższy czas zacząć trak­tować WOŚP jako kor­porację. Kor­poracja zarabia (a i owszem), ale też uczciwie płaci tym, którzy przy­czynili się do zebrania pieniędzy. Ludziom marznącym ze skar­bon­kami wypada wynagrodzić ten trud. Podej­rzewam wręcz, że gdyby każdy z nich dostał 10% z tego, co uzbierał to orkiestra ugrałaby łącznie co naj­mniej 5% więcej.

Komentowany 6 razy

W kategorii: słowo na niedzielę
Tagi: , , , , ,

Możesz śledzić komentarze do tego wpisu via RSS

bobiko

9 stycznia 2011 13:17

ALe widzę ze kolega nigdy nie był wolon­tariuszem. Mam nadzieję, ze ani Ty, Twoi Krewni ani najbliższa Ci osoba, nie będziecie potrzebować pomocy w postaci sprzętu, fun­dowanego przez WOŚP. Bo zauważ, pol­skie szpitale nie gwaran­tują pełnego wspar­cia w leczeniu najmłodszych. 

Zresztą, Jurek to nie WOŚP, bo WOŚP to ludzie.

Królowa Nocy

9 stycznia 2011 13:27

Ale żadna kor­poracja nie ist­nieje tylko po to, żeby szpitalom fun­dować sprzęt za darmo (w sen­sie że szpital za ten sprzęt nie płaci).

bobiko

9 stycznia 2011 13:38

Nawet w statusie fun­dacji jest infor­macja, ze wszyst­kie zakupione sprzęty są udostępniane za darmo dla szpitali, którzy za darmo leczą ludzi oraz ze są własnością WOŚP. Zastrzegają prawo do zabrania sprzętu, jeśli szpital będzie pobierać opłaty za leczenie ludzi oraz stanie się prywatny. 

A więc to, co napisała Królowa Nocy.

ciemna

9 stycznia 2011 14:26

Przeczytałam i… Zamarłam będzie chyba odpowied­nim słowem. Sama latałam z puszką po mrozie i nigdy mi nie wpadło do głowy pod­bieranie pieniędzy. Wiadomo, że w każdym społeczeństwie są jed­nostki “złe” i co roku zdarza się, że ktoś sobie na Orkiestrze dorobi, takie jest życie. Ale trudno mi uwierzyć w te Twoje procenty.
I całą masę negatyw­nych emocji.
Tak, można powiedzieć, że “Polacy okazują dobro od wiel­kiego dzwona, na przykład w czasie WOŚP, a potem znowu przez większość roku mają w dupie wszyst­kie chore dzieci, głodne zwierzęta i pod­topionych powodzian”. True. Taka jest prawda, ale chyba gorzej by to wszystko wyglądało, gdyby choć tych kilku dni w roku zabrakło.

promyczka

9 stycznia 2011 22:11

oj Mar­cin­kowi zal pup­cie sciska, bo chet­nie zabralby pieniadze z puszeczki na inne puszeczki ;) Trzeba bylo jakes taki madry…

Auril

13 sierpnia 2011 13:21

A ja się z Mar­cinem zgodzę. Bo piszę prawdę, całą prawdę i tylko prawdę. Takie są realia, a że ludzie lubią mydlić sobie oczy, to inna rzecz.

Owszem sama pieniądze zbierałam i właśnie po tym co się nasłuchałam, przy­znaję M. rację. Dowiedziałam się jak otwierać puszkę, by nie było śladu, jak zgłosić się i podać fałszywe dane, jak wyciągnąć pieniądze itd. itd. Spo­sobów jest naprawdę wiele. 

Jedyne z czym Mar­cin się pomylił to propor­cje. Wciąż jed­nak większość odnosi puszeczki nietknięte, a nawet jak ktoś pod­biera to jed­nak mniej­sze sumy, nie większe. Dlatego WOŚP wciąż zgar­nia duże kwoty. 

Ale nie czarujmy się, sam Owsiak przy­znawał, że część kasy idzie na zor­ganizowanie kolej­nej WŚOP, bo prze­cież nie każdy robi za darmo. Oświetleniowcy, reżyserzy, linie telefoniczne itd. — ludzie nie robią tego z dobrego serca, tylko jest to dla nich dzień pracy. Nie dziwię się więc, że Maleńczuk chciał pieniędzy. Prze­cież nie śpiewa sam, ale ma ogrom pomoc­ników, którzy muszą z czegoś żyć.

Wpis “ Coroczne mydlenie oczu czyli WOŚP 2011 ” komentowany 6 razy

Czasami czytam te komentarze! Naprawdę ;-).

Top of page