Domokrążcy w czarnych sukienkach

Luty 9, 2011 at 21:34 , by Marcin Woźniak


Nie znoszę jak mnie ktoś nachodzi. Nieważne kto — ojciec, bab­cia, sąsiadka czy świad­kowie jehowy (z małej litery, bo “chorzy psychicz­nie” też nie piszemy z wiel­kiej). Bar­dziej od nachodzenia nienawidzę tylko jed­nego — prób wpraszania się. Pewna zor­ganizowana grupa przestępcza organizuje co roku ogól­nopolską akcję nachodzenia, wpraszania się, szpiegowania i wyłudzania pieniędzy. Akcja ma kryp­tonim C+M+B.
“Chodzenie po kolędzie” kojarzy mi się źle odkąd pamiętam. Nigdy nie potrafiłem zro­zumieć po cholerę ksiądz pcha się do domu, po co odstawia szybką szopkę pt. “Pokój temu domowi!”, po co wypytuje co w szkole i na cholerę zostawia “święte” obrazki. Co więcej — właził z butami (dosłownie, czasem ze śnie­giem) i z ministran­tami, którzy z pieśnią na ustach machali skar­bonką. Za ten cyrk matka jesz­cze płaciła!
Na szczęście, od dziesięciu lat skutecz­nie się “migam” i żaden pan ksiądz mnie nie zagadywał. Nie mam na drzwiach żadnego C+M+B, nie mam wody święconej (wódki nawet tym­czasowo nie mam!), na ścianie żadnego świętego obrazka ani krzyża, więc na wstępie dostałbym +10 do bezbożności. Moje odpowiedzi na przy­gotowany zestaw pytań dodat­kowo dodałyby mi pięć punk­tów do tegoż współczynnika. Brak złamanego grosza czy nawet szyder­czego “Bóg zapłać!” na koniec wizyty dopełniłoby dzieła profanacji tzw. wizyty dusz­paster­skiej.
Śmiem twier­dzić, że połowa odwiedzin “kolędowych” jest drętwym przed­stawieniem. W większości przy­pad­ków nie mówi się księdzu prawdy lub się ją zataja a spora część osób przyj­muje księdza “bo wypada”. Dobrze wychodzi na tym jedynie ksiądz, który sobie całkiem przy­zwoitą “trzynastą” pensję uzbiera.
Czy nie lepiej, drodzy dusz­pasterze, nie narzucać innym swojej osoby? Czyż nie lepiej byłoby odwiedzać tylko tych, którzy na wizytę czekają i właśnie nim poświęcić więcej czasu niż kilka minut? Robiąc “kolędę” w obec­nie prak­tykowany spo­sób stawiacie się w jed­nym rzędzie ze sprzedaw­cami ziem­niaków, ostrzażami nożyczek i świad­kami jehowy. Mniej szkodliwi (tak po ludzku) są nawet roz­nosiciele ulotek..

Komentowany 4 razy

W kategorii: bez kategorii, mONdrości RZyciowe
Tagi: , , ,

Możesz śledzić komentarze do tego wpisu via RSS

Królowa Nocy

9 lutego 2011 21:35

A do mnie w tym roku znowu nie przy­szli, doprawdy. Chcę choć raz przyjąć księdza po kolędzie!

julita

9 lutego 2011 21:45

Hmm a u mnie od tego roku obowiązują “zaproszenia”. Się odbiera w kościele, że ta i ta rodzina chciałaby przyjąc księdza po kolędzie i się oddaje i wpisują na listę. a mnie na szczęście ominęło.

Marcin Woźniak

9 lutego 2011 21:48

a to dopiero, a myślałem, że sami tego nie wymyślą :P

Auril

13 sierpnia 2011 13:11

Hmmm z tymi zaproszeniami ciekawe rozwiązanie. Jednakże, jako, że ja pochodzę z kraju gdzie wciąż wygrywa PiS, a katolicyzm sil­nie zakorzeniony nie przeszłoby.

Główny argument: “a co sąsiedzi powiedzą?”.

Wpis “ Domokrążcy w czarnych sukienkach ” komentowany 4 razy

Czasami czytam te komentarze! Naprawdę ;-).

Top of page