Archive for the ‘ weekendowe ’ Category

Geocaching — when geeks go outside

niedziela, Marzec 27th, 2011

Fol­wark Amerykan

W lipcu roku pańskiego zeszłego natknąłem się na *to*. Genialne w swej prostocie, wciąga, wkręca, uzależnia. Wymusza jakąś aktywność fizyczną, wygania z domu, daje powody do szwędania się. Myślisz, że nic nie jest w stanie ode­rwać Cię od monitora? Też tak myślałem.
Definicji nie będę wklejał, bo jak pięknie by tego nie opisać, cała zabawa polega na wykorzystywaniu war­tych miliony dolarów satelitów do.. szukania plastikowych pudełek. Nie żebym kogoś chciał zniechęcić, ale nie da się przy tym nie ubrudzić, nie zmęczyć czy nie wku zdener­wować. Na całym świecie takich jak ja (u nie­których jest na pewno znacz­nie gorzej) jest pew­nie kil­kaset tysięcy. Emeryci, studenci, właściciele firm, całe rodziny. Zapewne większość nie potrafi odpowiedzieć dlaczego *to* robi.
Jutro minie 249 dni od mojej rejestracji na OCPL. Na licz­niku 249 znalezionych skrzynek (+ kilka w Czechach) and still coun­ting. Za mną takie atrak­cje jak komin, bun­kropodobne cuda czy Częstochowski Under­ground. A co przede mną? A kto to wie:) Na pewno “sezon” — ciepło i dłuższe dni.
Nie potrafię zdefiniować dlaczego każdy kolejny kesz jest bar­dziej interesujący od poprzed­niego. Prze­cież to tylko kolejne, brudne pudełko..

…bo czasami trzeba spróbować czegoś nowego

niedziela, Luty 20th, 2011

Odkąd pamiętam, jazda na nar­tach była dla mnie co naj­mniej nie­ciekawa — co niby przyjem­nego może być w założeniu na nogi dwóch desek i rzucenie się w dół mniej lub bar­dziej ośnieżonego pagórka? Całość imprezy często w tłoku, daleko od domu, mróz, wieje i jesz­cze trzeba za to całkiem niemało płacić. Mimo wszystko, obiecałem sobie, że spróbuję przed trzydziestką pókim młody. “Nadejszła wiekopomna chwyla”!
Jak już padła kon­kretna data i (prawie) kon­kretne miej­sce, zostawiłem jakieś 300zł w sklepie (posezonowa wyprzedaż!) żeby dupa i inne członki przetrwały warunki śniegowo-mrozowo-górskie. Na szczęście użyczono mi buty i narty, wywieziono w góry i udzielono instruktażu jak przemieścić się dół bez większego uszczerbku na zdrowiu. Upadki (z gracją, a jakże!) opanowałem we własnym zakresie. Po “zrobieniu” 1,5km na górce wśród rów­nie uzdol­nionych, młod(sz)ych ludzi, mając prze­konanie, graniczące z pewnością, że to prze­cież nie­trudne, zjechałem pokonałem odcinek nr 2 — 1,3km stoku oznaczonego kolorem nie­bieskim (mgła dodała odwagi;>). Miałem absolut­nie dosyć, z obolałym tyłkiem i bólem mięśni, których ist­nienia nawet nie podejrzewałem.
Na szczęście była jesz­cze wolna nie­dziela. Google podpowiedziało coś, co było zdecydowanie bar­dziej odpowied­nie dla kogoś, kto może i świet­nie upada, ale nie­koniecz­nie radzi sobie z ustaniem w ruchu dwudziestu sekund. Po trzecim zjeździe (tak, podglądałem innych, szczegól­nie tych bar­dzo nie­let­nich, których płci nie da się roz­poznać), załapałem jak to działa, w miarę opanowałem koor­dynację ruchową i z niewielką/średnią prędkością potrafiłem zjechać bez wywrotek. Kolejne dwa zjazdy poszły szyb­ciej, dosłownie.
Pod­sumowanie? Tak, spodobało mi się! Trochę zniechęciła mnie kolejka do wyciągu (dwadzieścia minut czekania aby zjeżdżać dwie-trzy minuty). Upadek przy spo­rej (jak na mój poziom ;-) ) prędkości pozostawił spo­rego siniaka na wysokości biodra, ale od tego się nie umiera prze­cież. W tym roku (raczej) odpuszczę kolejną próbę, ale na pewno w przyszłym roku narty założę. 

Projekt: tragedia

niedziela, Maj 31st, 2009

Z nudów (a jakże!) postanowiłem w noc sobotnią i poranek nie­dzielny prze­prowadzić eks­peryment. Doświadczenie polegać miało na bez­czel­nym (a jakże!!) żerowaniu na bab­skiej ciekawości. Pomysł prosty i banalny — odpowiedni opis na gg + blipnięcie. Słowem na sobotę było “nieszczęście”, na nie­dzielę natomiast — “tragedia”. Z pozoru nie­wiele, ale odzew prze­rósł moje najśmielsze oczekiwania. 

Spostrzeżenia i wnioski:
- zareagowało jedenaście osób, jedna nawet dwukrot­nie
- pod­czas droczenia odpuściła jedna i nie chciała wiedzieć
- tylko dwie osoby próbowały zgadywać
- naj­oryginal­niej­szym typem było “jesteś ojcem?”

Fajne uczucie budować napięcie jakby chciało się powiedzieć o bar­dzo wstydliwym i tragicz­nym fak­cie a w końcu “wyznać”, że zimno mi w nogi albo nie mam skarpetek.

Weekendowy tour

wtorek, Grudzień 23rd, 2008

Miniony week­end upłynął pod znakiem wycieczek bliskich i dalekich w poszukiwaniu opusz­czonych, mniej lub bar­dziej zruj­nowanych miejsc. Prawie 700km, dwa wojewódz­twa i dwie strefy klimatyczne (tak, w nie­których miej­scach w Pol­sce jest praw­dziwa zima ze śnie­giem i mrozem!). Były stare dwory i pałace, były też fabryki, magazyny, kopal­nie, kościoły (jeden z nich z ‘wejściem’ 0,5x0,5m ;D), pootwierane grobowce a nawet stare kino. Wiało, padało, sypało się na głowę. W połowie drogi straciłem piątkę, skrzynia biegów nadaje się do naprawy, ale wróciliśmy w jed­nym kawałku. Przywiozłem też ze sobą jakąś klątwę w postaci grypy żołądkowej. Mimo wszystko wyprawa bar­dzo udana a nie­które z miejsc aż proszą się o ponowne odwiedziny. Ze względu na “chore” auto sezon wycieczek w tym roku uznaję za zamknięty (chyba że kupię “nową” furę w końcu ;p).
“Fociałek” nie załączam — jak ktoś chce to znaj­dzie na naszej klasie albo digar­cie ;p

od ‘chodź do mnie’ po ‘jesteś niedobry’ czyli babskie podchody

wtorek, Listopad 11th, 2008

[18:08:53] A: chodz do mnie
[18:09:21] Ja: a Ty co? piłaś?:>
[18:09:53] A: a co to za roz­nics
[18:10:37] A: przyj­dziesz?
[18:10:50] Ja: ale po co?:P
[18:11:10] A: poudzielac sie towarzysko
[18:11:28] A: poroz­mawiac
[18:11:38] A: moze napic sie czegos :)
[18:12:27] Ja: ja się teraz udzielam zdjęciowo ;P po dzisiej­szej wycieczce ;P
[18:12:46] A: ojjj no wiesz
[18:12:52] A: bedzie faj­nie
[18:13:04] A: chet­niezobacze te twoje zdjecia
[18:14:31] A: bede miala okazje popodziwiac Twoje umiejet­nosci i talent
[18:14:33] A: :)
[18:17:00] Ja: http://picasaweb.google.p…k/PrzyworyOpuszczonaHala#
[18:17:03] Ja: masz z soboty
[18:17:34] A: troche szkoda ze nie chcesz sie ze mna spo­tkac
[18:20:17] Ja: tak?
[18:20:31] A: tak
(prawie dwie godziny później)
[20:12:50] A: masz nowe zdjecis?
[20:13:15] A: chodz na spacer
[20:13:28] Ja: już wrzucone ;P
[20:13:49] Ja: i robię teraz budyń ;P
[20:15:21] A: to zapros mnie na budyn
[20:15:23] A: ok?
[20:22:19] Ja: nie;P
[20:23:15] A: :(
[20:30:29] A: jestes niedobry 

Znajdź w powyższym frag­men­cie potwier­dzenie dziesięciu stereo­typów dot. kobiet i wygraj.

“święto”

sobota, Listopad 1st, 2008

Dziś święto.
Dziś trzeba jechać na cmen­tarz.
Dziś trzeba pamiętać.
Dziś trzeba zapalić znicz.
Dziś trzeba bać się Boga.

M: A ta [tu nazwisko] od pięciu lat w tej samej kurtce na wszyst­kich świętych!
Ja: Inni tu po kilkanaście lat w tym samym ubraniu i Ci nie prze­szkadza..
B: Kto na przykład?!
Ja: No trupy wszyst­kie i ksiądz.
M i B: Bój się Boga!
(…)
B: Co ten ksiądz mówił, bo nie słychać..
Ja: Że mało pieniędzy na tacę ludzie dają, że boli go gardło i że za rok będzie to samo kazanie.
M i B: Bój się Boga!

(M — Matka, B — Bab­cia)

Na cmen­tarzu nawet zdjęcia robiłem. Poniżej naj­lep­sze z nich :razz:

Wszystkich świętych - ekspresja

Wszyst­kich świętych — ekspresja

firmowa impreza integracyjna

sobota, Wrzesień 6th, 2008


Impreza, właściwie to zakrapiana kolacja, z góry miała ograniczenie czasowe, więc od razu nastawiłem się na wyłącznie na najedzenie, napicie i ewakuację. Trzy godziny w porów­naniu z ostatnią, week­en­dową imprezą nawet nie wymagają większego komen­tarza. Ale cel operacyjny był i ISO pomogło w realizacji. W żaden spo­sób nie czuję się bar­dziej zin­tegrowany, jedzenie może i dobre, ale mało. Oczywiście na jakość i ilość trun­ków narzekać nie można było (strach pomyśleć co by było gdyby Szef był abs­tynen­tem ;) ).
Oczywiście nie zabrakło dwóch księżniczek, które od co naj­mniej dwóch lat siedzą na macierzyńskim. Zintegrowały się ze mną (i innymi pracow­nikami zatrud­nionymi w ciągu dwóch lat) w bar­dzo oryginalny spo­sób — unikając jak ognia, obchodząc szerokim łukiem. Ale prze­cież nie jestem godzien roz­mawiać ani z sekretarką, ani z asystentką Szefa.
Nawet nie wiem jak kolacja się zakończyła — ewakuowałem się zaraz po tym jak zaczęły znikać pierw­sze osoby. 

Międzynarodowy Dzień Bloga

niedziela, Sierpień 31st, 2008


Skoro jest Dzień Nauczyciela, Dzień Kaszanki czy Dzień Całowania W Dupę (no tego może jesz­cze nie ma), to musiał nadejść dzień Bloga. Mam wrażenie, że wystar­czy żeby zebrało się przy wódce kilkanaście osób aby powstał kolejny Międzynarodowy (z roz­machem, a co!) Dzień Czegośtam (w skrócie: MDC). Prędzej czy później napisze o tym jakiś regionalny por­tal lub tzw. prasa lokalna, zacytuje to Onet’święto’ ustalone. Oczywiście najwięcej MDC powstaje w sezonie ogór­kowym, kiedy nie ma o czym pisać a trzeba jakoś wypełnić miej­sce między wyssanymi z palca sen­sacjami a reklamami.

Z okazji Międzynarodowego Dnia Bloga życzę wszyst­kim wielu ~o*R*y*G*i*n*a*L*n*y*C*h~ kom­ciuff, milionów odwiedzin i weny twór­czej. Tak nam dopomóż Bóg Blog.

szlajanie się po opuszczonych miejscach

niedziela, Sierpień 24th, 2008


Od jakiegoś czasu (dwa lata, może trzy) kom­plet­nie nie­uzasad­nioną przyjemność sprawia mi łażenie tam, gdzie nikogo nie ma. Nie wiem skąd to się bierze, ale podej­rzewam, że to pozostałość po grach FPP. Nie chodzę a bronią, najwyżej z aparatem, ale zazwyczaj sam. W towarzystwie jakoś adrenaliny mniej :)
Nie­dawno znalazłem hicior w postaci opusz­czonej jed­nostki woj­skowej. Pojechałem do tych nieszczęsnych Kom­prach­cic, zrobiłem prawie 100km po lasach i innych pust­kowiach a obiektu pożądania nie znalazłem. Znalezienie i zwiedzenie tegoż obiektu stało się sprawą honorową, więc nie odpuszczę.

Top of page