Posts Tagged ‘ jedzenie ’

Wielki Post

piątek, Kwiecień 10th, 2009

Typowemu Katolikowi post kojarzy się z zakazem spożywania mięsa, ew. zakazem jedzenia w ogóle. W związku z tą jakże bezmyślną i przy­ziemną inter­pretacją, wmawia się, że grzechem ciężkim jest zjedzenie parówki w Wielki Piątek, “bo jest post ścisły”. Przez 40 dni Wiel­kiego Postu (no może z wyłączeniem Wiel­kiego Piątku, Soboty i Popielca), szanowny Katolik, biegający co tydzień do Komunii, ma głęboko gdzieś co ów Wielki Post sym­bolizuje. Wystar­czy, że trzy dni nie ruszy mięcha a “zaliczy” okres przed­wiel­kanocny pozytyw­nie. Mięso jest ważniejsze od modlitwy i założę się, że ok. połowa wierzących zapytana o zwyczaje i obrzędy wielkopiątkowe wymieni w pierw­szej trójce post a kom­plet­nie zapo­mni o Grobie Pańskim.
Nie czytałem Biblii (poza frag­men­tami w szkole), więc nie wiem, co szanowni Ewangeliści na temat unikania posiłków mięsnych pisali. Podej­rzewam jedynie, że unikanie mięsa w żaden spo­sób nie jest uczyn­kiem ku chwale Boga. Jeśli nawet Bóg ist­nieje — nie wymaga od człowieka tak przy­ziem­nych rzeczy.
Drodzy Wierzący, przeżyjcie te święta po katolicku. Nie daj­cie się zwariować zakazom i, do cholery, nie żryj­cie na umór w te dwa dni, bo to nie tylko grzech ale i żołądka szkoda.

Wesołych świąt, k**wa mać!

środa, Grudzień 10th, 2008

Zupełnie szczerze i nader bez­in­teresow­nie nienawidzę świąt. Jedzenie — to jedyny pozytywny element Bożego Narodzenia czy Wiel­kiej Nocki. Reszta to kazania pt. “raz do roku to nawet najwięksi grzesz­nicy chodzą do kościoła” (co naj­mniej trzy wer­sje, trzy różne autorki), telewizor, sztuczne uśmiechy, kiczowate ozdoby, tłoki w sklepach i nic-nie-robienie.
Naj­gor­sze są chyba życzenia — zawsze są wszędzie. Sezon roz­począł się tydzień temu, kiedy dostałem pierwszą kartkę w pracy. Dziś trzy osoby zaatakowały na naszej-klasie, niedługo zapewne napisze do mnie digart, allegro, świstak, play, last.fm, ovh i inne bez­duszne roboty roboty, którym podałem swojego maila. Życzenia te kom­plet­nie nie różnią się od tych, które wysyłają “żywi” ludzie. Jedne i drugie są bezmyślnie pisane i rozsyłane tam, gdzie tylko się da. Bo niby wypada i niby “żeby było miło”. Nie wysyłam żadnych życzeń i byłbym przeszczęśliwy gdybym żadnych nie otrzymał. Z niecierpliwością będę czekał aż skończy się łamanie opłatkiem w pracy czy w domu. Żenujące uśmiechy, krępujące życzenia i pseudoradosne spojrzenia. 

Kolejny odcinek “Surviving Christ­mas” czas zacząć. Za nieco ponad dwa tygo­dnie ode­tchnę z ulgą.

Top of page