Posts Tagged ‘ ksiądz ’

Domokrążcy w czarnych sukienkach

środa, Luty 9th, 2011


Nie znoszę jak mnie ktoś nachodzi. Nieważne kto — ojciec, bab­cia, sąsiadka czy świad­kowie jehowy (z małej litery, bo “chorzy psychicz­nie” też nie piszemy z wiel­kiej). Bar­dziej od nachodzenia nienawidzę tylko jed­nego — prób wpraszania się. Pewna zor­ganizowana grupa przestępcza organizuje co roku ogól­nopolską akcję nachodzenia, wpraszania się, szpiegowania i wyłudzania pieniędzy. Akcja ma kryp­tonim C+M+B.
“Chodzenie po kolędzie” kojarzy mi się źle odkąd pamiętam. Nigdy nie potrafiłem zro­zumieć po cholerę ksiądz pcha się do domu, po co odstawia szybką szopkę pt. “Pokój temu domowi!”, po co wypytuje co w szkole i na cholerę zostawia “święte” obrazki. Co więcej — właził z butami (dosłownie, czasem ze śnie­giem) i z ministran­tami, którzy z pieśnią na ustach machali skar­bonką. Za ten cyrk matka jesz­cze płaciła!
Na szczęście, od dziesięciu lat skutecz­nie się “migam” i żaden pan ksiądz mnie nie zagadywał. Nie mam na drzwiach żadnego C+M+B, nie mam wody święconej (wódki nawet tym­czasowo nie mam!), na ścianie żadnego świętego obrazka ani krzyża, więc na wstępie dostałbym +10 do bezbożności. Moje odpowiedzi na przy­gotowany zestaw pytań dodat­kowo dodałyby mi pięć punk­tów do tegoż współczynnika. Brak złamanego grosza czy nawet szyder­czego “Bóg zapłać!” na koniec wizyty dopełniłoby dzieła profanacji tzw. wizyty dusz­paster­skiej.
Śmiem twier­dzić, że połowa odwiedzin “kolędowych” jest drętwym przed­stawieniem. W większości przy­pad­ków nie mówi się księdzu prawdy lub się ją zataja a spora część osób przyj­muje księdza “bo wypada”. Dobrze wychodzi na tym jedynie ksiądz, który sobie całkiem przy­zwoitą “trzynastą” pensję uzbiera.
Czy nie lepiej, drodzy dusz­pasterze, nie narzucać innym swojej osoby? Czyż nie lepiej byłoby odwiedzać tylko tych, którzy na wizytę czekają i właśnie nim poświęcić więcej czasu niż kilka minut? Robiąc “kolędę” w obec­nie prak­tykowany spo­sób stawiacie się w jed­nym rzędzie ze sprzedaw­cami ziem­niaków, ostrzażami nożyczek i świad­kami jehowy. Mniej szkodliwi (tak po ludzku) są nawet roz­nosiciele ulotek..

Słowo na ‘K’

piątek, Marzec 13th, 2009

Mieszkańcy kraju nad Wisłą, niezależnie od płci, wieku i wykształcenia znają słowo na ‘K’. Padało i padać będzie z ust polityków, rol­ników a nawet księży. Słowo-wytrych, którego można użyć w każdym zdaniu, które jest odpowiedzią na wszel­kie bolączki, od dziur w drogach, poprzez drożejące paliwo, po zamkniętą ‘Biedronkę’.
Drogi czytel­niku, zapewne myślisz, że owo rzeczone ‘słowo na K’ to nasza kochana, pol­ska ‘kurwa’. Spieszę donieść iż mylisz się okrut­nie, ponieważ owym szukanym słowem jest KRYZYS. Wyrazu tego używają wszyscy, większość kom­plet­nie bezmyślnie, bo wcześniej nasłucha się “mądrych” ludzi z telewizji. Aż dziw, że nikt tych absur­dów nie zauważa. “Ceny mieszkań/paliwa/żywności spadną, co jest wynikiem KRYZYSU” mówi wan­nabe eks­pert. “W związku z KRYZYSEM podrożeją mieszkania/paliwa/żywność” plecie kolejny pseudo znawca. “Wiara pomoże prze­trwać KRYZYS” opowiada z ambony szkolony ksiądz. Jego kolega z sąsiedniej parafii w tym samym czasie mówi “Ludzie nie chodzą do kościoła, KRYZYS dotknął też wiarę”. “KRYZYS miał wpływ na formę Adama Małysza, stąd słabe wyniki”. I tak każdy “mądrzy się” na swój spo­sób: “przez KRYZYS kury niosą mniej jajek, ale też dzięki KRYZYSOWI krowy dają więcej mleka” czy “na giełdzie KRYZYS, nikt nie inwestuje, ale właśnie teraz warto kupować akcje, bo KRYZYS”. W Pol­sce mamy co naj­mniej dwadzieścia milionów eks­per­tów od kryzysu, krążą nawet słuchy, że pierw­szym słowem dzieci coraz częściej nie jest “mama” tylko…

Słowa na K używa się dziś praw­dopodob­nie częściej niż swoj­skiej, nieśmiertelnej ‘kurwy’. Czekam jesz­cze na koty, psy i chomiki nazywane KRYZYS i ogłoszenie przez Lep­pera czy innego idiotę “KRYZYSOWEJ RP”.

PS. “Słowa na nie­dzielę” w tym tygo­dniu też nie będzie — KRYZYS!

Edit: antykryzysowi.pl — w końcu!

Dekalog: I

piątek, Luty 27th, 2009

“Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. Tak piszą w każdym katechizmie, “Drodze do Nieba” czy innych katocudeńkach. Przy­kazanie pierw­sze, więc jedno z ważniejszych. Ponad połowa tzw. wierzących-praktykujących nie zdaje sobie sprawy z tego jak często grzeszy prze­ciw temu przy­kazaniu (grzeszy się “prze­ciw” ?).
Inter­pretacja tegoż boskiego nakazu jest banalna: nie wolno wierzyć w nic, co nie jest bogiem a właściwie Bogiem. Każdy wierzący z niechęcią patrzy na wyznaw­ców innych wyznań. “Nie można porzucić Boga” — tyle uczą w szkołach, bo co tu dużo opowiadać? Lepiej nie tykać tematu i nie mówić, że wierzyć nie wolno w nic, co nie jest udowod­nione naukowo, bo w końcu ktoś wpad­nie na udowod­nioną naukowo teorię ewolucji i będzie klops. Tym­czasem obiek­tyw­nie i uczciwie interpretując pierw­sze przy­kazanie należałoby wskazać:
1. Amulety, wisiorki, maskotki itp.
Masz w domu drzewko szczęścia, czterolistną koniczynę, dzwonki feng-shui lub posąg buddy? Grzeszysz.
2. Pogańskie zwyczaje i zabobony
Wierzysz w horoskopy, tarota, numerologię, hal­loween, czar­nego kota, kominiarza czy andrzej­kowe wróżby? Grzeszysz.
3. Magia itp.
Wywoływanie duchów, czytanie dziecku “Har­rego Pot­tera”, wahadełka, klątwy, uroki, wróżki, jasnowidzenie — wszystko grzeszne.
4. Medycyna
Uzdrowiciele, aromatoterapia, hip­noza, akupunk­tura, chodzenie po ogniu… samo zło!
5. Inne
Ufo, nauka szyb­kiego czytania (!), joga, wschod­nie sztuki walki.. ZUOOO!

Grzechem są też stricte katolic­kie “czynności”: wyświęcanie zmarłych, “święcenie” przed­miotów, klękanie przed “świętym” obrazem czy całowanie biskupa po rękach. O cudow­nym medaliku nie wspominając.

Wnioski? Już pierw­sze przy­kazanie zmusza wierzących do własnej, naciąganej inter­pretacji, do robienia wyjątków, obracania w żart. Prze­cież oficjal­nie nikt nie powie, że wierzyć trzeba w ”świętość” kościoła (i plebani) czy księdza (łącznie z samo­chodem i psem)..

Rewolucja na blogu

sobota, Luty 7th, 2009

Aby uatrak­cyjnić bloga tegoż, z dniem dzisiej­szym wprowadzam trzy nowe kategorie wpisów:

1. “Słowo na nie­dzielę”
Jak sama nazwa wskazuje — publikowane w sobotę, z treścią odpowiednią dla siód­mego dnia tygo­dnia. Nie wiem jesz­cze czy co tydzień będzie mi się chciało, ale na pewno tematyką prze­wodnią będą księża, kościół, nie­dzielne nawyki polaków itd.

2. “Gadu-gadu”
Spodobały mi się krót­kie wpisy zawierające zapisy roz­mów, które co jakiś czas publikuje Luca. Więc pod ową kategorią zamiesz­czane będą różne “zasłyszane” roz­mowy jak i zapisy z komunikatorów czy innych blipów.

3. “Wykopki”
Znalezione/podesłane stronki, które z różnych powodów zasługują na pod­lin­kowanie ze stosow­nym komen­tarzem. Nazwa od pew­nego ser­wisu, nie od zbierania ziem­niaków :)

Tytuł notki *nieco* gór­nolotny (pokroju tytułów w pew­nych gazetach), ale co tam — jakoś musiałem donieść o nowościach :P

PeeS: W dal­szym ciągu nie mam pomysłu na bloga, na którym wspól­nie z kil­koma innymi osobami zamieszczałbym wypowiedzi/dialogi będące owocami pracy polegającej na kon­tak­cie z szeroko pojętym KLIENTEM. “Zaskakujące, finezyjne, rzut­kie, zdaw­kowe i najważniejsza sprawa, żeby nie było miałkie” — macie coś takiego?

Pieniądze szczęścia nie dają

piątek, Grudzień 12th, 2008

Przysłowie niby takie, jakich wiele. Podobno każde ma w sobie chociaż odrobinę prawdy. W Pol­sce to wierutne kłamstwo.
Nie ma drugiego takiego kraju, gdzie ludzie byliby tak bar­dzo przywiązani do pieniędzy. Zmiana ceny bułki o 0,05zł wywołuje komen­tarze w kolejce w piekarni, podwyżka na stacji ben­zynowej staje się powiatową sen­sacją a wzrost ceny prądu o 5zł w skali roku jest skan­dalem ogól­nopol­skim. Polaka mieszkającego za granicą obchodzi głównie kurs wymiany waluta obca/złoty. Jest gotów segregować śmieci Anglików i pod­cierać dupy schorowanym Niem­com, bo według kursu w kraju nigdzie tego nie zarobią. Oczywiście zawsze będzie mało, ot men­talność taka. Po roku za granicą okazuje się, że oszczędziło się kasy na dziesięcioletniego opla, żona jest w ciąży z listonoszem a dzieci mają problem z ukończeniem kolej­nej klasy pod­stawówki.
Polak wydaje pieniądze niechętnie. Nie dotyczy to tylko jed­nego przy­padku — kościoła. Tam trzeba mieć naj­lep­sze “kościołowe” ubranie, pojechać samo­chodem (choćby się miało 300m) i dać na tacę więcej niż sąsiadka, bo od razu plota pój­dzie. Podłapał to Rydzyk (powinien dostać honorowe członkostwo w BCC, łapią ludzie od cudow­nego medalika i tysiące księżulków. To właśnie oni najchętniej głoszą przysłowie ze szczęściem i pieniędzmi. Katomar­keting grubymi nićmi szyty.

“święto”

sobota, Listopad 1st, 2008

Dziś święto.
Dziś trzeba jechać na cmen­tarz.
Dziś trzeba pamiętać.
Dziś trzeba zapalić znicz.
Dziś trzeba bać się Boga.

M: A ta [tu nazwisko] od pięciu lat w tej samej kurtce na wszyst­kich świętych!
Ja: Inni tu po kilkanaście lat w tym samym ubraniu i Ci nie prze­szkadza..
B: Kto na przykład?!
Ja: No trupy wszyst­kie i ksiądz.
M i B: Bój się Boga!
(…)
B: Co ten ksiądz mówił, bo nie słychać..
Ja: Że mało pieniędzy na tacę ludzie dają, że boli go gardło i że za rok będzie to samo kazanie.
M i B: Bój się Boga!

(M — Matka, B — Bab­cia)

Na cmen­tarzu nawet zdjęcia robiłem. Poniżej naj­lep­sze z nich :razz:

Wszystkich świętych - ekspresja

Wszyst­kich świętych — ekspresja

obraza uczuć religijnych

poniedziałek, Wrzesień 8th, 2008


Obraza uczuć religij­nych to temat, który powraca jak bumerang co jakiś czas. Za każdym razem przed­miot obrazy jest wyssany z palca a w większości przy­pad­ków “obraża” uczucia katolic­kie. Zastanawiam się jak słabe muszą być te uczucia, skoro obraża je reklama filmu, wygłupy córki premiera, fotomontaż czy fil­mik — reklamówka ? Zastanawiam się też co kieruje osobami, których wiara nakazuje wybaczyć bliźniemu, szczegól­nie kiedy “nie wie co czyni” a całe zajście zgłaszają prokuraturze, która karze organizatora kon­certu “satanistycz­nego”.
To, że jestem antyklerykalny to swoją drogą. Mimo to próbuję na to wszystko spoj­rzeć tak obiek­tyw­nie, jak tylko potrafię. Czyż nie jest większą obrazą uczuć religij­nych molestowanie kleryków przez arcy­biskupa lub to, co odstawia ksiądz Tade­usz R. w mediach ? Tacy ludzie od razu zyskują całe rzesze zwolen­ników. Moim zdaniem osoba, która wg wiary katolic­kiej w imieniu Boga odpusz­cza grzechy, prze­mienia jego krew w wino a później jeździ po pijaku czy robi dziecko kobiecie chcąc je później zabić, jest większą obrazą uczuć niż cokol­wiek innego. 

Top of page