Posucha wakacyjna trwa w najlepsze. 37 (słownie: trzydzieści siedem) rozpoczętych wpisów i każdy trudno dokończyć. [usprawiedliwiłem się]
Lans na digarcie zakończyłem, przenosząc swą snobistyczną “tfurczość” fotograficzną na nowego fotobloga.
Liczę, że prawdziwi fani prawdziwe fanki pomogą mi przetrwać blogowy kryzys. Niniejszym otwieram się na propozycje
Dawno, dawno temu, kiedy nie było jeszcze neostrady ani gadu gadu, mało kto posługiwał się w Internecie prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Królowały nicknejmy, bez polskich fontów, spacji i max. dziewięcioliterowe (ograniczenie na wówczas bardzo popularnym IRCNecie). W formularzach róznorakich w pole oznaczone ‘nazwisko’ wpisywało się cokolwiek. Nick był jak drugie nazwisko, które obowiązywało w wirtualnym świecie równoległym. Ludzie nie znali swoich imion (jak zwierzęta!), bo były w gruncie rzeczy nieistotne. Nieważne czy ktoś miał piętnaście czy czterdzieści lat.
Całkiem niedawno, sam nie wiem kiedy, pojawiła się moda na eksponowanie swoich prawdziwych imion i nazwisk. Obciachem stały się adresy mailowe typu stokrotka@wp.pl czy pysia@po.opole.pl (pozdrawiam z tego miejsca p. Zatwarnicką, właścicielkę owego adresu). Sam założyłem w 2004 roku konto na — elitarnym wówczas, bo tylko na zaproszenie — gmailu, w formacie marcin.wozniak@. Mniej więcej wtedy e-mail stał się równie oficjalną formą komunikacji jak fax czy forma listowna. Pozycja ‘e-mail’ stała się wręcz obowiązkowa w CV. W tej chwili musem staje się własna domena w formacie imięnazwisko.pl i wyczesana strona internetowa. Najlepiej jakby wyskakiwała jako pierwszy wynik po wpisaniu danych osobowych w google. Ot takie budowanie wizerunku w prosty i stosunkowo tani sposób. Zazwyczaj robi się to ‘na serio’, bardzo oficjalnie a literówka lub — broń BORze* — błąd ortograficzny dyskwalifikują delikwenta na długo.
Strzeliłem sobie taką domenę trzy lata temu, zrobiłem jakąś pseudooficjalną stronę, z której przestałem być zadowolony gdzieś godzinę po opublikowaniu. Przeniosłem bloga tutaj odcinając się w pewien sposób od nicka. Używam go w niektórych serwisach (blip, digart) lub forach, ale coraz częściej jako identyfikator podaję ‘mwoz’ lub ‘mwozniak’. Z nicków się wyrasta. Po iluś tysiącach godzin spędzonych w Internecie staje się on częścią świata rzeczywistego. Jestem przekonany, że królewna w końcu w pole ‘imię’ zacznie wpisywać ‘Anna’ (a nie królowa) a Dorota sama dojdzie do wniosku, że wypada już przestać być Foremką czy Dodusią
Są przypadki trudnoreformalne, chociażby Luca czy Agni vel Jagna, które forsują wymyślone imiona w tzw. ‘realu’. Ale przecież od dawna można było zostać gwiazdą zarówno pod własnym nazwiskiem jak i pod pseudonimem, więc… niech mają!
* — tak, wiem jak się odmienia ‘Bóg’. ‘BOR’ odmienia się właśnie tak.
Zapomniałem pochwalić się, że medaliki przyszły. Jakość, ku memu zdziwieniu, lepsza niż na obrazku. W załączniku scenariusz teatrzyku modlitwy. Zaczyna się od ‘Akt Skruchy’ kończy na ‘Amen’, reszty nie rozumiem, chyba trzeba mózg wyłączyć. Czterdziestu baniek nie wygrałem, nie dostałem podwyżki, fiut nos mi nie urósł, brzuch się nie zmniejszył a nawet pogoda coraz gorsza. Próbuję znaleźć w pamięci cokolwiek dobrego, co mógłbym “zwalić” na medalik. Kompletnie nic mi do głowy nie przychodzi, ale przecież brak złych objawów jest dobrym objawem. Bo przecież trudno zawdzięczać kawałkowi metalu fakt, że noga nie boli, czy że nowe-używane auto jest bliżej niż kiedykolwiek:)
Lans na gronie się skończył, nasza-klasa powoli przemija, blip jest piekielnie nudny lub nieziemsko irytujący. Należało więc znaleźć nowe ujście swej próżności i nieustannych ciągotek do grania kogoś innego, niż w rzeczywistym świecie, w którym nikt mnie nie docenia ;p Padło na digart. Będę miał gdzie wpychać swoje pseudodzieła, które ocenią pseudoznawcy i wannabe-profesjonaliści. Przy okazji jest to znakomite miejsce żeby wylać codziennie hektolitry jadu, na te wszystkie digidzieci, którym wydaje się, że poziom robionych zdjęć jest wprost proporcjonalny do wartości posiadanego sprzętu i rozmiaru kółka wzajemnej adoracji. Zainteresowanych odsyłam do linków po prawej. Specjalnie dla niezainteresowanych wpycham niżej fotkę “portretową”.
Trochę osób przewinęło się przez firmę, w której pracuję. W większości sprawiali wrażenie sympatycznych ludzi, nawet jeśli pracowali krótko i zapewne do końca nie dali się poznać. Hitem ostatniej rekrutacji jest Mirek.
Pseudozłośliwa recepcjonistka z przerośniętym ego była postacią groteskową, która kojarzy mi się dziś ze zrzędliwą kurą, której śniło się, że jest łabędziem. Babka z księgowości miała swój świat i wadę wymowy. Czymże jednak są te wszystkie osobowości przy Mirku? Mirek wie wszystko najlepiej. W drugim dniu pracy zwracał uwagę koleżance (mojej, bo jego koleżanką raczej nie zostanie), że lepszym określeniem w mailu jest X niż Y, po tygodniu pod nosem skomentował znajomość angielskiego innej osoby “Dwa zdania, dziesięć błędów..”. Na szkoleniu próbował błyszczeć na zasadzie “ja już miałem takie szkolenia, wszystko wiem, zaraz Wam pokażę, barany!”. Mirek jest trendi. Ubierze (znów to napisałem!) Założy białe skarpetki do ciemnego garnituru ciemnych spodni. Bez zastanowienia zawiąże żółty, kanarkowy krawat do czarnej koszuli z pagonami, którą modnie wyciągnie z portek. Zapewne adidasy do garnituru również byłyby w jego stylu. Mirek śmierdzi.
Po tygodniu zmienił koszulę. Po kolejnym — znów to zrobił. Osobiście nie zwracam na to uwagi, ale żeńska część załogi zauważa takie “pierdoły” i chętnie dzieli się przemyśleniami z resztą. Doznaniami zapachowymi również (na szczęście dosyć daleko siedzę od Mirka). Mirek zrobi karierę.
Zrobił ją już w ubezpieczeniach, zrobi też u nas w dziale AVT. Szkoda, że tylko jemu tak się wydaje.
Nie lubię typów “cwaniaczka”, Mirka nie trawię. Nie w mojej gestii sprawdzanie jego umiejętności czy ocena tychże, więc grzecznie czekam na rozwój wydarzeń.
Wojtek Glanc próbował lansu na różne sposoby. Był w ‘Big Brotherze’, był w ‘Mam Talent!’ (tak to się chyba nazywa) i w żadnym z programów mu nie wyszło. Żądza zaistnienia jest jednak tak silna, że nasz ‘bohater’ wymyślił sobie (rzekomo trwało to kilka lat), że będzie odgrywał kontrowersyjne scenki na jutjubie i w ten sposób zarobi. Aktorzyna z niego całkiem dobra — potrafi zagrać drżący głos czy spojrzenie a’la zbity pies. Nagrał więc filmik numer jeden. Fakt, trudno było bardziej kontrowersyjnie i egocentrycznie.
Zainteresowanie ‘clipem’ było spore, ludzie oglądali przecierając oczy ze zdziwienia. Szczerze mówiąc nie mogłem się doczekać aż strzeli sobie w łeb. Lubię idiotów, którzy likwidują samych siebie. Ale Glancu taki głupi nie jest! Wymyślił drugi odcinek swojej żałosnej telejutjubo-noweli! Nowa postać, akcja się rozwija. Szkoda, że główny aktor w dalszym ciągu pierdbredzi jak podłuczony:
Co będzie dalej? Będzie lovestory a’la Romeo i Julia (zabiją się oboje) ? Na szczęście nie ma żadnej Weroniki. Glanc musiał jakoś wybrnąć, więc stworzył sobie idiotyczną furtkę. Trzeci odcinek Glancolansu zapewne będzie zawierał wielkie podziękowania dla Weroniki, że się nie zabiła. Oprócz tego Wojtuś wymyśli coś, co będzie w jego mniemaniu szokujące a według osób z IQ przeciętnym lub wyższym — idiotyczne i żałosne. ‘Dlaczego on to robi?!’ To pytanie pewnie sporo osób sobie zadaje. Odpowiedź jest prosta. Skoro Paris Hilton, Jola Rutowicz, Doda, Michał Koterski, Britney Spears, Kononowicz czy Gracjan Roztocki zrobili karierę to i Wojtek Glac sobie wymyślił, że może mu się udać. Zwrócenie na siebie uwagi (nieważne czy w dobrym czy w złym tego słowa znaczeniu) skutkuje (niestety) sławą i kasą. Jeśli Glancowy lans się powiedzie to zapewne zostanie on posłem, radnym albo dostanie własny program w… TVNie. Dlaczego w TVNie? Znajomości już ma — profil Wojtka na Goldenline.
Dodałem sobie linki. W związku z tym, że jestem “zwyczajnym chamem” (nie zapomnę Ci tego, Aniu ;p) i pospolitym, egocentrycznym dupkiem — linkuję to, co moje
Chcesz mieć słitaśnego linkusia na moim blogasku? Pisz duuużo komciuf, pokaż cycki i mów do mnie brzydko. Najlepiej po niemiecku.
Bajdełej, mój sponsor jedyny konkurs był ogłosił. Mam wrażenie, że nikt jeszcze nic nie zgłosił, więc jeśli chcesz wygrać wyczesaną ramkę — rób focie, pisz i wygrywaj.
Jak bazgrać to bazgrać.
Na naszej-klasie.pl trzeba koniecznie mieć zdjęcia. Zdjęcia muszą być nie byle jakie. Powstały nawet poradniki jak zrobić fotki żeby było “trendi” i “kul”.
Zrobię sobie zdjęcia takie, jak wszyscy: z Kobietą Mojego Życia (a właściwie to ze wszystkimi które się zgodzą), ze wszystkimi moimi autami (a jest ich ze czterdzieści), ze wszystkimi willami (też trochę tego jest) i ze wszystkimi dziećmi (tutaj źródła podają różne dane co do ilości:>). Oczywiście jeśli ktoś chce zaistnieć na moim profilu naszoklasowym — you’re all welcome
Naprawdę zżera Cię ciekawość i *musisz* wiedzieć kto stoi za tym blogiem? Wpisując w wyszukiwarkę imię i nazwisko znajdziesz prawdopodobnie więcej niż oczekujesz.