Posts Tagged ‘ luca ’

Geocaching — when geeks go outside

niedziela, Marzec 27th, 2011

Fol­wark Amerykan

W lipcu roku pańskiego zeszłego natknąłem się na *to*. Genialne w swej prostocie, wciąga, wkręca, uzależnia. Wymusza jakąś aktywność fizyczną, wygania z domu, daje powody do szwędania się. Myślisz, że nic nie jest w stanie ode­rwać Cię od monitora? Też tak myślałem.
Definicji nie będę wklejał, bo jak pięknie by tego nie opisać, cała zabawa polega na wykorzystywaniu war­tych miliony dolarów satelitów do.. szukania plastikowych pudełek. Nie żebym kogoś chciał zniechęcić, ale nie da się przy tym nie ubrudzić, nie zmęczyć czy nie wku zdener­wować. Na całym świecie takich jak ja (u nie­których jest na pewno znacz­nie gorzej) jest pew­nie kil­kaset tysięcy. Emeryci, studenci, właściciele firm, całe rodziny. Zapewne większość nie potrafi odpowiedzieć dlaczego *to* robi.
Jutro minie 249 dni od mojej rejestracji na OCPL. Na licz­niku 249 znalezionych skrzynek (+ kilka w Czechach) and still coun­ting. Za mną takie atrak­cje jak komin, bun­kropodobne cuda czy Częstochowski Under­ground. A co przede mną? A kto to wie:) Na pewno “sezon” — ciepło i dłuższe dni.
Nie potrafię zdefiniować dlaczego każdy kolejny kesz jest bar­dziej interesujący od poprzed­niego. Prze­cież to tylko kolejne, brudne pudełko..

Przepis

sobota, Grudzień 5th, 2009

Coraz częściej zmuszonym rozważać założenie osob­nego bloga, czegoś na wzór tego.
Dlaczegóż? Poniewóż szkoda żeby kwiatki nie­które przeminęły z wiatrem, o.

[telefonicz­nie]

D: jesteś w domu? zostawiłam prze­pis w kuchni..
Ja: nie, będę później
D: jak będziesz to prze­pisz mi na gg co potrzeba w tym prze­pisie
Ja: yyyy..
[zaczynam wierzyć, że śnię…]
Ja: skąd miałaś ten prze­pis? [ironicz­nie do bólu]
D: z intern… kurwa! cześć!
[sygnał rozłączenia]

Rewolucja na blogu

sobota, Luty 7th, 2009

Aby uatrak­cyjnić bloga tegoż, z dniem dzisiej­szym wprowadzam trzy nowe kategorie wpisów:

1. “Słowo na nie­dzielę”
Jak sama nazwa wskazuje — publikowane w sobotę, z treścią odpowiednią dla siód­mego dnia tygo­dnia. Nie wiem jesz­cze czy co tydzień będzie mi się chciało, ale na pewno tematyką prze­wodnią będą księża, kościół, nie­dzielne nawyki polaków itd.

2. “Gadu-gadu”
Spodobały mi się krót­kie wpisy zawierające zapisy roz­mów, które co jakiś czas publikuje Luca. Więc pod ową kategorią zamiesz­czane będą różne “zasłyszane” roz­mowy jak i zapisy z komunikatorów czy innych blipów.

3. “Wykopki”
Znalezione/podesłane stronki, które z różnych powodów zasługują na pod­lin­kowanie ze stosow­nym komen­tarzem. Nazwa od pew­nego ser­wisu, nie od zbierania ziem­niaków :)

Tytuł notki *nieco* gór­nolotny (pokroju tytułów w pew­nych gazetach), ale co tam — jakoś musiałem donieść o nowościach :P

PeeS: W dal­szym ciągu nie mam pomysłu na bloga, na którym wspól­nie z kil­koma innymi osobami zamieszczałbym wypowiedzi/dialogi będące owocami pracy polegającej na kon­tak­cie z szeroko pojętym KLIENTEM. “Zaskakujące, finezyjne, rzut­kie, zdaw­kowe i najważniejsza sprawa, żeby nie było miałkie” — macie coś takiego?

Imięnazwisko PeeL

wtorek, Grudzień 23rd, 2008

Dawno, dawno temu, kiedy nie było jesz­cze neo­strady ani gadu gadu, mało kto posługiwał się w Inter­necie praw­dziwym imieniem i nazwiskiem. Królowały nick­nejmy, bez pol­skich fon­tów, spacji i max. dziewięcioliterowe (ograniczenie na wów­czas bar­dzo popular­nym IRC­Necie). W for­mularzach róznorakich w pole oznaczone ‘nazwisko’ wpisywało się cokol­wiek. Nick był jak drugie nazwisko, które obowiązywało w wir­tual­nym świecie równoległym. Ludzie nie znali swoich imion (jak zwierzęta!), bo były w grun­cie rzeczy nieistotne. Nieważne czy ktoś miał piętnaście czy czterdzieści lat.
Całkiem nie­dawno, sam nie wiem kiedy, pojawiła się moda na eks­ponowanie swoich praw­dziwych imion i nazwisk. Obciachem stały się adresy mailowe typu stokrotka@wp.pl czy pysia@po.opole.pl (pozdrawiam z tego miej­sca p. Zatwar­nicką, właścicielkę owego adresu). Sam założyłem w 2004 roku konto na — elitar­nym wów­czas, bo tylko na zaproszenie — gmailu, w for­macie marcin.wozniak@. Mniej więcej wtedy e-mail stał się rów­nie oficjalną formą komunikacji jak fax czy forma listowna. Pozycja ‘e-mail’ stała się wręcz obowiązkowa w CV.
W tej chwili musem staje się własna domena w for­macie imięnazwisko.pl i wyczesana strona inter­netowa. Naj­lepiej jakby wyskakiwała jako pierw­szy wynik po wpisaniu danych osobowych w google. Ot takie budowanie wizerunku w prosty i stosun­kowo tani spo­sób. Zazwyczaj robi się to ‘na serio’, bar­dzo oficjal­nie a literówka lub — broń BORze* — błąd ortograficzny dys­kwalifikują delikwenta na długo.
Strzeliłem sobie taką domenę trzy lata temu, zrobiłem jakąś pseudooficjalną stronę, z której przestałem być zadowolony gdzieś godzinę po opublikowaniu. Przeniosłem bloga tutaj odcinając się w pewien spo­sób od nicka. Używam go w nie­których ser­wisach (blip, digart) lub forach, ale coraz częściej jako iden­tyfikator podaję ‘mwoz’ lub ‘mwozniak’.
Z nic­ków się wyrasta. Po iluś tysiącach godzin spędzonych w Inter­necie staje się on częścią świata rzeczywistego. Jestem prze­konany, że królewna w końcu w pole ‘imię’ zacznie wpisywać ‘Anna’ (a nie królowa) a Dorota sama doj­dzie do wniosku, że wypada już prze­stać być Foremką czy Dodusią :)
Są przy­padki trud­norefor­malne, chociażby Luca czy Agni vel Jagna, które for­sują wymyślone imiona w tzw. ‘realu’. Ale prze­cież od dawna można było zostać gwiazdą zarówno pod własnym nazwiskiem jak i pod pseudonimem, więc… niech mają!

* — tak, wiem jak się odmienia ‘Bóg’. ‘BOR’ odmienia się właśnie tak.

dziś ostatni raz ubrałem spodnie

sobota, Wrzesień 27th, 2008


Ubrałem spodnie ostatni raz bynaj­mniej nie dlatego, że zamierzam ubierać nosić dam­skie ciuszki typu spód­nice czy sukienki. Luca co naj­mniej kilka razy zwracała mi uwagę, że nie mówi się “ubieram buty”, bo ubierać można najwyżej choinkę albo.. się. Za cholerę uwierzyć w to nie chciałem, bo przez dwadzieścia pięć lat nikt nie powiedział mi, że mówi się tak a nie ina­czej. Wynikiem tegoż “nie­wierzenia” była dys­kusja, która nadaje się na basha, brutal­nie zakończona poprzez wklejenie odnośnika. Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie fakt, że miesz­kam na zachodzie, a nawet na południowym zachodzie.
Jed­nakowoż (słowo-wytrych :) ) deklaruję niniej­szym zaprzestać używania błędnej kon­struk­cji ‘ubierać [coś]’, bo mi wstyd. Wstyd uczyć się innych języków nie używając popraw­nie ojczystego*.

à propos: na jutjubie pojawił się pierw­szy odcinek ‘Przy­gód Woźniaka Topless’. Scenariusz i reżyseria: samo życie. Montaż, dobór muzyki, zdjęcia: jun­kypunky.
Celowo fil­mik nie jest dostępny dla wszyst­kich — eks­hibicjonizm sieciowy jest zbyt słaby jednak.

* — wbrew złośliwym docin­kom moich rodziców — nie jest to język nie­miecki :P

Top of page