Posts Tagged ‘ pieniądze ’

Krokodyle łzy śledzia

poniedziałek, Listopad 2nd, 2009

Wydawało mi się, że kobiety wiodą prym w pisaniu o tym jak to spodnie je pogrubiają a fryzura postarza. Tym­czasem dzięki wykopowi trafiłem na bloga trzydziestojed­nolet­niego śledzia, her­ringa nawet — po pol­sku najwyraźniej brzmiało zbyt pospolicie. Nie będę pisał, że śledziu jest mistrzem na digar­cie, ma tam cztery DD, bo nie o to chodzi. Człowiek ów najwyraźniej mózg stracił od gier video, bo postanowił napisać jak to zły bank “wyruchał go jego własnymi jajami”, jak to zwykł mawiać Andrzej Gie. Oczywiście odwrócił kota ogonem, zrobił z siebie ofiarę spisku a sytuację określił skurwysyństwem. Rzucił toto chłopaczyna na wykop, zakładając że głupi lud to kupi i stanie się wkrótce dla PKO tym, kim jest Kominek dla Dr. Oet­kera. Oczywiście nie pomylił się — lwią część użytkowników wykopu stanowią nie­douczone małolaty, które gotowe są uwierzyć w każdą brednię, jeśli tylko odpowied­nio ubierze się ją w słowa.
Zadałem sobie trudu — “przetłumaczyłem” tenże wpis na wersję dla idiotów. Zapewne mało kto to prze­czyta, bo nie będę latał z lin­kiem po wykopie. Poniższy tekst jest — nie­stety — odzwier­ciedleniem poziomu statystycz­nego pol­skiego “ynternałty”.

“Kiedy moja dupa skończyła budę i napisała maturę, założyła sobie konto. Takie praw­dziwe, na praw­dziwe pieniądze, w praw­dziwym banku. Psiapsiółki mówiły, że takie konto jest zajefajne, więc co miała nie założyć, szczegól­nie jeśli w zestawie była dodat­kowa kasiora na prze­pier­dolenie, którą nazywali — nie wiedzieć czemu — kredytem. Zanim spierdoliliśmy do Dojcz­landu, zrobiła se dostęp onlajn, coby mogła pod­niecać się złotówkami w każdej chwili ze swojego lap­topika. Konto było bar­dziej zajebiste od mojego, bo potrafiło SAMO (!) prze­liczać PeeLeNy na ojrasy. Stwierdziłem, że to super sprawa i przelałem całą kasiorę na konto Aśki. Konta w zagranicz­nym banku zakładać nie będę prze­cież, bo nie ogar­niam tych prze­licz­ników i takich tam. W Hal­loween moja dziunia skończyła 26 lat i wtedy ten pier­dolony bank ukradł caaałe pieniądze! Zablokowali, tłumacząc się, że umowa się skończyła i do czasu pod­pisania jakiegoś dodatku nie odblokują. Chuj mnie jasny strzelił! To ja mam zapier­dalać do Pol­ski?! Ja prze­cież jestem Śledziu, bank sam do mnie powinien przyjść, na kolanach! Całą kartę sobie wydzwoniłem przez to czekanie na telefonie, nie będę prze­cież do kiosku zapier­dalał po nie­miec­kiego prepaida, bo jestem Śledziu a nie jakiś tam emigrant.
Te złamane kutasy nawet mi nie powiedziały, że Aśka będzie miała w tym roku urodziny! Zamiast wysłać kwiaty i kilka stówek to oni coś o umowie pier­dolą, której Aśka nie czytała, bo prze­cież kazali pod­pisywać a nie czytać. A ja w ogóle w dupie to mam, bo jestem śledziu i nie czytam głupot — ja rysuję komiksy i chuj.
Jesteśmy w czar­nej dupie. Nie ma na żarcie, nie ma za co zapłacić na kwadrat i pew­nie niedługo to mi nawet inter­net i prąd odłączą! Pierdolę — jak wrócę do Pol­ski to założę sobie konto gdzie indziej, na pewno będzie lep­sze! I laska też zlikwiduje! I oboje będziemy opluwać PKO za umowy, bo są chujowe i.. chuj.
A teraz, ziomy, dawać to na wykop, kurwa! Bo mnie wychujali i niech świat o tym wie jakim jestem frajerem.”

PS. Nie znam śledzia. Może być posłem, osłem czy innym celebrytą. Dla mnie jest idiotą, który naj­pierw strzela sobie w stopę a później się dziwi, że boli.

Jak stworzyć własną religię

czwartek, Czerwiec 18th, 2009

Założenie nowej religii jest rów­nie proste jak założenie własnej firmy. Podobny jest rów­nież cel — mak­symalizacja zysków. Branża wiary jest dosyć mocno zmonopolizowana, więc na pewno łatwo nie będzie. 

1. Obiekt wiary
Cały “myk” w każdej z religii polega na tym, że człowiekowi ma się coś wydawać. Naj­lepiej jeśli to “coś” jest trudne do wyjaśnienia i nie do końca absur­dalne — na pewno będzie dobrym trzonem naszej “wiary”. Oczywiście nie może to być wibrator czy żelazko, ale np. stary słoik z kom­potem albo (przy­naj­mniej) przed­wojenna lampa naf­towa będą już dobre. Nowoczesne przed­mioty się po prostu nie nadają a dobrze dodać do naszej “rzeczy” przy­miot­nik “pra­stary”, “starożytny” czy “tajem­niczy”. Rów­nie dobre będzie dodanie jakiegoś imienia albo nazwiska, naj­lepiej takiego, żeby google nie zwracało żadnego wyniku:) Jeśli chcemy się podpiąć “delikat­nie” pod inną wiarę, możemy użyć słów “święty”, “cudowny” itp. 

2. Zasady
Początki religii dobrze osadzić w przeszłości — w razie czego będzie można dodawać dowol­nie dodat­kowe “ficzery”, nazywając je np. nie­znanymi księgami odnalezionymi pod­czas wykopalisk. Wszystko musi się trzymać kupy, ale nie może być zbyt oczywiste ani praw­dziwe. Lepiej dać sobie spo­kój ze wskrzeszaniem, zmar­twych­wstaniem, krzyżami itp. To się już ludziom przejadło, no chyba że naszym tar­getem są emeryci. Tyle, że w emerytów nie warto inwestować — mają mało kasy i szybko poumierają.

3. Reklama
U Chińczyków zlecamy wykonanie miliona tan­det­nych wisior­ków, pierścionków czy czegokol­wiek, co będzie małe i tanie. Dalej robimy tak jak goście od cudow­nego medalika — obrazki, blan­kiety z numerem konta (ważne!!), historyjka, jakaś w miarę dobra strona www, adwords i jazda. Zakładamy też konto na naszej-klasie i zapraszamy do znajomych “jak leci”. Wszyst­kie inne grononety, fejs­buki czy maj­spejsy jak naj­bar­dziej dozwolone. 

4. Roz­wój
Na dofinan­sowanie z UE liczyć raczej nie możemy:) Państwo pol­skie na szczęście nam pomoże — podatki będą na preferen­cyj­nych warun­kach. Jeśli będziemy “grzeczni” to nie znaj­dzie się nawet żaden “życz­liwy” i będziemy mogli brać “po cichu” całą kasę dla siebie. Można się później szarpnąć na jakieś plakaty, ulotki, książeczki. Lepiej nie nachodzić ludzi w domach — Jehowych mało kto lubi.
Jak już uzbieramy trochę kaski to warto pod­kupić jakiegoś celebrytę. Nieco zapo­mniane (i głodne gor­sza) gwiazdy będą idealne — Vil­las, Laskowik, Czer­wone Gitary itp. Jeśli zrobią trochę szumu i napiszą o nich szmatławce — suk­ces zapewniony.

5. Dlaczego sam tego nie zrobię
Bo brak mi wyrachowania, jestem za mało bez­czelny, zbyt uczciwy i ludźmi pomiatać nie lubię.

Podsumowanie roku i noworoczne postanowienia (a co, ja też!)

wtorek, Grudzień 30th, 2008

Koniec roku to okres wzbudzający wielo­krotne orgazmy u “statystycz­nych dewian­tów”. Machają tymi swoimi procen­tami, licz­bami i wykresikami a ludzie to łykają z podziwem jakby dostawali lek na całe zło. Wszędzie pełno remanen­tów i pod­sumowań, więc nawet ludzie na wsi zaczynają liczyć kury w Syl­westra zamiast liczyć na siebie.
Ja liczb żadnych nie przed­stawię z wrodzonego lenistwa. Chociaż kilka wścibskich osób chętnie dowiedziałoby się ile zarobiłem, ile przytyłem, ile wychl wypiłem piwa, czy ile razy się puściłem. Odpowiedź na te wszyst­kie pytania brzmi “dużo” :P

Drugim “dobrym” zwyczajem są postanowienia noworoczne. Ludzie celowo je upublicz­niają lub/i wieszają w widocz­nym miej­scu, co ma rzekomo pomóc w realizacji. Jedni planują sobie “pierw­szy raz” w nadchodzącym roku, inni — pierw­szy roz­wód. Oczywiście miliony osób zechcą rzucić palenie, zmienić auto, zrobić dziecko i zjeść ślimaka. Nawet jeśli zamierzają bez­skutecz­nie zrobić to siódmy rok z rzędu.
Jakiś czas temu noworocz­nie (a jakże!) postanowiłem nie robić żadnych noworocz­nych postanowień i tej wer­sji się trzymam. Zwiększenie licz­nika lat w dacie motywuje mnie mniej więcej tak, jak 0,5% podwyżka, czyli wcale.

Trzecią (ostatnią), bezmyślnie powtarzaną na przełomie lat czynnością, jest składanie życzeń. Dominują słowa “szczęście”, “zdrowie” i - jakież to pol­skie — “pieniądze”. Wpływ tychże życzeń na cokol­wiek jest porów­nywalny z wpływem top­nienia lodowca na impotencję u Mulatów.
W związku z tym życzeń (od innych) szukaj­cie na naszej-klasie i w skrzyn­kach mailowych.

Pieniądze szczęścia nie dają

piątek, Grudzień 12th, 2008

Przysłowie niby takie, jakich wiele. Podobno każde ma w sobie chociaż odrobinę prawdy. W Pol­sce to wierutne kłamstwo.
Nie ma drugiego takiego kraju, gdzie ludzie byliby tak bar­dzo przywiązani do pieniędzy. Zmiana ceny bułki o 0,05zł wywołuje komen­tarze w kolejce w piekarni, podwyżka na stacji ben­zynowej staje się powiatową sen­sacją a wzrost ceny prądu o 5zł w skali roku jest skan­dalem ogól­nopol­skim. Polaka mieszkającego za granicą obchodzi głównie kurs wymiany waluta obca/złoty. Jest gotów segregować śmieci Anglików i pod­cierać dupy schorowanym Niem­com, bo według kursu w kraju nigdzie tego nie zarobią. Oczywiście zawsze będzie mało, ot men­talność taka. Po roku za granicą okazuje się, że oszczędziło się kasy na dziesięcioletniego opla, żona jest w ciąży z listonoszem a dzieci mają problem z ukończeniem kolej­nej klasy pod­stawówki.
Polak wydaje pieniądze niechętnie. Nie dotyczy to tylko jed­nego przy­padku — kościoła. Tam trzeba mieć naj­lep­sze “kościołowe” ubranie, pojechać samo­chodem (choćby się miało 300m) i dać na tacę więcej niż sąsiadka, bo od razu plota pój­dzie. Podłapał to Rydzyk (powinien dostać honorowe członkostwo w BCC, łapią ludzie od cudow­nego medalika i tysiące księżulków. To właśnie oni najchętniej głoszą przysłowie ze szczęściem i pieniędzmi. Katomar­keting grubymi nićmi szyty.

supermarketowy wynalazek

wtorek, Październik 28th, 2008

Jestem fanem wszelakich sklepów wiel­kopowierzch­niowych zwanych potocz­nie [prefix]marketami. Odwiedzam właściwie wszyst­kie, jakie ist­nieją i ciągle wyciągam nowe wnioski dotyczące kupujących i oglądających. Jak­bym zaczął spisywać te wszyst­kie obser­wacje to pew­nie mógłbym książkę napisać :wink: W sumie nie jest specjal­nie trudno określić co za chwilę wrzuci do koszyka student, co matka z wóz­kiem a co emeryt o charak­terystycz­nym zapachu. Ale nie o tym (to miał być wstęp, ale nieco mi się roz­wlekł).
Tytułowy wynalazek to coś, na co wpadłem zupełnie nie­dawno pod­czas odwiedzin w którymś z [prefix]marketów — inteligentny wózek wyposażony w ekran LCD i lokalizator, umożliwiający określenie, w którym miej­scu sklepu się znaj­duje. Przed wejściem do sklepu wpisujemy (albo kopiujemy z komórki) listę potrzeb­nych artykułów, wyświetla się trasa i jak w nawigacji samo­chodowej jesteśmy prowadzeni od półki do półki a na końcu do kasy z naj­mniejszą kolejką. Od razu możemy wprowadzić jaką kwotę chcemy wydać, dzięki czemu wózek dobierze za nas towary o takich cenach abyśmy się zmieścili. Jakiż to prosty wynalazek i jak bar­dzo ułatwiłby życie. Oszczędzilibyśmy czas (nie biegamy między półkami w poszukiwaniu towaru, chodzimy naj­krótszą trasą i stoimy zawsze w naj­krót­szej kolejce) i pieniądze (kupujemy to, co chcemy a nie milion nie­po­trzeb­nych rzeczy z promocji, od razu wiemy ile zapłacimy).
Zdaję sobie sprawę, że takie uprosz­czenie mogłoby kobietom do gustu nie przypaść, ale prze­cież można dodać opcję ‘Pokaż promocje’ czy ‘Chcę tylko oglądać’ (nie wiem czy sklepy zgodzą się na drugą opcję :smile: ).
Musiałem opisać to na blogu — w razie czego będę miał podkładkę za kilka lat, że to ja pierw­szy na to wpadłem :wink:

Top of page