Pseudodemokracja po polsku
sobota, Wrzesień 24th, 2011
Na najbliższe wybory się nie wybieram i odradzam każdemu udział w tym pseudodemokratycznym show za nasze pieniądze.
1. Listy
Listy ustala się odgórnie. Lokalny hochsztapler wrzuca siebie na pierwsze miejsce, na kolejne tych, których lubi wg własnego widzi-mi-się. Lista leci do Warszawki, tam partyjny uberhochsztapler zatwierdza listę lub robi roszady wg — a jakże — widzi-mi-się. Jeśli uzna, że kolegę z Krakowa lubi bardziej niż “jedynkę” z innego regionu — dopisuje go, jednocześnie zapewniając posadkę w sejmie/senacie. Mimo że na liście są nazwiska — głosuje się na partię. Ponadto ci, którym żadne nazwisko nic nie mówi wybiorą “intuicyjnie” pierwszego z góry, ale o nich później.
2. Kampania
Fundusze rozdzielane są podobnie. “Jedynki” dostają po kilkadziesiąt tysięcy, kolejni — ledwie kilka, bo i tak są skazani na porażkę. Najbardziej naiwni z dalszych miejsce może i wierzą, że się dostaną do koryta. Pozostali startują z nudów, przyzwyczajenia, aby podnieść swoją samoocenę lub żeby wydrzeć kasę na kampanię i wydać ją na organizację imprezy dla znajomych pod szyldem wiecu wyborczego.
3. Głosujący
Mogą głosować wszyscy, bo tak niby demokratycznie. Ile procent Polaków interesuje się polityką i ma o niej jakieś pojęcie? Obstawiam, że mniej niż połowa z tych, którzy pójdą głosować. Reszta kieruje się urodą kandydata, znajomym nazwiskiem lub dokonuje antywyboru (nie lubię Kaczyńskiego, zagłosuję na Platformę). Wiek wyborców spokojnie można obniżyć do zera — będzie wyższa frekwencja (która tak bardzo cieszy, cholera wie dlaczego) a wyniki rozłożą się podobnie.
4. Media
Media publikując sondaże manipulują wynikami. Wpajają, że jest PO, PiS i “pozostali”, którzy i tak nie wygrają, więc albo o nich nie wspominają w ogóle albo skazują na miejsce n.
5. Program wyborczy
Nawet jeśli ktoś się wysilił i wymyślił coś więcej niż powtarzane od dawna ogólniki, to mało kto z głosujących (na pewno jednocyfrowy procent) potrafi sobie przypomnieć chociaż jeden punkt z tzw. programu. W najlepszym razie padnie “no ten od Tuska/Kaczyńskiego/Palikota”. Bo programów już dawno nie ma — są gadające głowy, znane z tego, że są znane i ci, którzy chcą być znani, bo trzymają ze znanymi.
Jeszcze ktoś wierzy, że warto głosować? Jeśli nawet trafię do lokalu wyborczego (co mało prawdopodobne) to karty do głosowania po prostu wyniosę. Gdybym miał propozycję sprzedania swojego głosu — nie zastanawiałbym się ani chwili. Cena wywoławcza: 1zł. Tyle jesteście dla mnie warci. Wszyscy, których nazwiska będą na listach.
4.06.1989 dwadzieścia lat później. Że niby stocznia, bo wolność, bo solidarność, że Wałęsa. Pękają z dumy “polytyky” aktywne i emerytowane. Poklepują się po plecach, pieśni śpiewają, kwiaty składają. “Pisacze” przemówień prześcigali się w pomysłach i pełne ręce roboty od miesiąca mieli aby każdy polityczny “wi-aj-pi” mógł odpierdolić patriotyczną szopkę.