Posts Tagged ‘ Wisła ’

…bo czasami trzeba spróbować czegoś nowego

niedziela, Luty 20th, 2011

Odkąd pamiętam, jazda na nar­tach była dla mnie co naj­mniej nie­ciekawa — co niby przyjem­nego może być w założeniu na nogi dwóch desek i rzucenie się w dół mniej lub bar­dziej ośnieżonego pagórka? Całość imprezy często w tłoku, daleko od domu, mróz, wieje i jesz­cze trzeba za to całkiem niemało płacić. Mimo wszystko, obiecałem sobie, że spróbuję przed trzydziestką pókim młody. “Nadejszła wiekopomna chwyla”!
Jak już padła kon­kretna data i (prawie) kon­kretne miej­sce, zostawiłem jakieś 300zł w sklepie (posezonowa wyprzedaż!) żeby dupa i inne członki przetrwały warunki śniegowo-mrozowo-górskie. Na szczęście użyczono mi buty i narty, wywieziono w góry i udzielono instruktażu jak przemieścić się dół bez większego uszczerbku na zdrowiu. Upadki (z gracją, a jakże!) opanowałem we własnym zakresie. Po “zrobieniu” 1,5km na górce wśród rów­nie uzdol­nionych, młod(sz)ych ludzi, mając prze­konanie, graniczące z pewnością, że to prze­cież nie­trudne, zjechałem pokonałem odcinek nr 2 — 1,3km stoku oznaczonego kolorem nie­bieskim (mgła dodała odwagi;>). Miałem absolut­nie dosyć, z obolałym tyłkiem i bólem mięśni, których ist­nienia nawet nie podejrzewałem.
Na szczęście była jesz­cze wolna nie­dziela. Google podpowiedziało coś, co było zdecydowanie bar­dziej odpowied­nie dla kogoś, kto może i świet­nie upada, ale nie­koniecz­nie radzi sobie z ustaniem w ruchu dwudziestu sekund. Po trzecim zjeździe (tak, podglądałem innych, szczegól­nie tych bar­dzo nie­let­nich, których płci nie da się roz­poznać), załapałem jak to działa, w miarę opanowałem koor­dynację ruchową i z niewielką/średnią prędkością potrafiłem zjechać bez wywrotek. Kolejne dwa zjazdy poszły szyb­ciej, dosłownie.
Pod­sumowanie? Tak, spodobało mi się! Trochę zniechęciła mnie kolejka do wyciągu (dwadzieścia minut czekania aby zjeżdżać dwie-trzy minuty). Upadek przy spo­rej (jak na mój poziom ;-) ) prędkości pozostawił spo­rego siniaka na wysokości biodra, ale od tego się nie umiera prze­cież. W tym roku (raczej) odpuszczę kolejną próbę, ale na pewno w przyszłym roku narty założę. 

Słowo na ‘K’

piątek, Marzec 13th, 2009

Mieszkańcy kraju nad Wisłą, niezależnie od płci, wieku i wykształcenia znają słowo na ‘K’. Padało i padać będzie z ust polityków, rol­ników a nawet księży. Słowo-wytrych, którego można użyć w każdym zdaniu, które jest odpowiedzią na wszel­kie bolączki, od dziur w drogach, poprzez drożejące paliwo, po zamkniętą ‘Biedronkę’.
Drogi czytel­niku, zapewne myślisz, że owo rzeczone ‘słowo na K’ to nasza kochana, pol­ska ‘kurwa’. Spieszę donieść iż mylisz się okrut­nie, ponieważ owym szukanym słowem jest KRYZYS. Wyrazu tego używają wszyscy, większość kom­plet­nie bezmyślnie, bo wcześniej nasłucha się “mądrych” ludzi z telewizji. Aż dziw, że nikt tych absur­dów nie zauważa. “Ceny mieszkań/paliwa/żywności spadną, co jest wynikiem KRYZYSU” mówi wan­nabe eks­pert. “W związku z KRYZYSEM podrożeją mieszkania/paliwa/żywność” plecie kolejny pseudo znawca. “Wiara pomoże prze­trwać KRYZYS” opowiada z ambony szkolony ksiądz. Jego kolega z sąsiedniej parafii w tym samym czasie mówi “Ludzie nie chodzą do kościoła, KRYZYS dotknął też wiarę”. “KRYZYS miał wpływ na formę Adama Małysza, stąd słabe wyniki”. I tak każdy “mądrzy się” na swój spo­sób: “przez KRYZYS kury niosą mniej jajek, ale też dzięki KRYZYSOWI krowy dają więcej mleka” czy “na giełdzie KRYZYS, nikt nie inwestuje, ale właśnie teraz warto kupować akcje, bo KRYZYS”. W Pol­sce mamy co naj­mniej dwadzieścia milionów eks­per­tów od kryzysu, krążą nawet słuchy, że pierw­szym słowem dzieci coraz częściej nie jest “mama” tylko…

Słowa na K używa się dziś praw­dopodob­nie częściej niż swoj­skiej, nieśmiertelnej ‘kurwy’. Czekam jesz­cze na koty, psy i chomiki nazywane KRYZYS i ogłoszenie przez Lep­pera czy innego idiotę “KRYZYSOWEJ RP”.

PS. “Słowa na nie­dzielę” w tym tygo­dniu też nie będzie — KRYZYS!

Edit: antykryzysowi.pl — w końcu!

Top of page